Życie pozadomowe

10 nieoczywistych miejsc i zabytków, które polecam, gdyż…

…urwały mi dupę! bo ileż można czytać o wieży Eiffla i Fontannie di Trevi).

1. Katakumby w Paryżu

Najpierw zetknęłam się z nimi w filmie z 2007 roku o tytule nie innym jak „Katakumby”. Przez 2 godziny zastanawiałam się dlaczego go właściwie oglądam. Niestety muszę kończyć to co zaczęłam, więc filmu nie wyłączyłam. I dobrze się stało, bo koniec faktycznie zrobił robotę.

Kiedy mieszkałam w Paryżu nasłuchałam się o wielogodzinnych kolejkach w to miejsce, dlatego zwiedzanie Katakumb w odwlekałam jak mogłam.
Któregoś dnia się zawzięłam. Szło to bardzo powoli. W kolejce, w 30 stopniowym upale, stałam 4 godziny. Wszystko po to, żeby sobie zbiorowy grób pooglądać od wewnątrz (w pełnym tego słowa znaczeniu).
Katakumby to korytarze wypełnione ludzkimi szkieletami. Zostały sprowadzone do podziemi Paryża w XVIII wieku z przepełnionych cmentarzy i ze strachu przed epidemią.
Dlaczego zrobiły na mnie takie wrażenie?
Poprzez kontrast między życiem a śmiercią.
Najpierw jesteś nieświadomym niczego turystą. Narzekasz na kolejki i sierpniowy ukrop. W końcu wstępujesz do ciemnych podziemi miasta, wypełnionych ludzkimi pozostałościami. Później wychodzisz z tych mroków na światło dzienne, gdzie natychmiast atakują Cię handlarze pamiątek i sklepy z breloczkami.
A Ty już nie potrafisz się odnaleźć się w tej nowej-starej rzeczywistości. W głowie kołacze Ci jedna myśl – jakkolwiek byś w życiu nie narzekał, jaki byś nie był radosny, smutny, zakochany, samotny, bogaty, czy biedny.
Pozostaną z Ciebie tylko kości.

 

2. Bunkry w Barcelonie.

(Jeszcze nigdy nie byłam tam na trzeźwo, więc przedstawiony w tym punkcie obraz może odbiegać od rzeczywistego).
Bunkry zwiedza się nad ranem, zazwyczaj po imprezach, z nowo poznanymi ludźmi, żeby po prostu pooglądać wschód słońca i symetryczną panoramę miasta. Nic więcej nie napiszę, bo już czuję, że się rozczulam. To trzeba poczuć, zobaczyć, najlepiej mieć przy sobie dobre towarzystwo.

Bunkry w Barcelonie

3. Canton Tower w Guangzhou

I znowu najważniejsza kwestia w tym temacie – towarzystwo. Zajmuje szczególne miejsce w moim sercu tylko z tego względu.

 

4. Rijksmuseum w Amsterdamie

Jak ktoś nie lubi chodzić po muzeach, to Rijksmuseum na pewno polubi. Za logiczność, wytyczone strzałkami trasy, za to, że nie jesteś w stanie się tam zgubić i nie obejrzeć jakiegoś eksponatu.
Takie muzeum dla opornych. Sama przyjemność. Można? Można!

5. Princess Island w Istambule

Wyspa, na której nie ma samochodów, krowy chodzą luzem, a mieszkańcy poruszają się dorożkami i rowerami. Mają urocze domki letniskowe.
Po trzech miesiącach życia w Istambule, w betonie, Wyspa Księżniczki uświadomiła mi, jak ważne jest dla człowieka obcowanie z naturą, z roślinnością. Dopiero tam po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, jak niezbędne mi to jest do prawidłowego funkcjonowania.

6. Cysterna Bazyliki w Istambule

Znów podziemia. Niesamowicie klimatyczne miejsce.  Tutaj idealnie współgra ze sobą historia, światło i muzyka robiąc przy tym wszystkim ogromne wrażenie.
To miejsce jest obsadzone w książce Dan’a Brown’a Inferno i w filmie na jej podstawie, o tym samym tytule. Polecam albo przeczytać książkę, albo obejrzeć film, a w żadnym wypadku nie robić obu rzeczy, bo można się mocno zrazić.

Cysterna bazyliki


7. Pamukkale

Jedyne takie miejsce na ziemi. Białe skały, błękitna, ciepła woda, wszystko osadzone w górach, z przepięknym widokiem. Cudowności! Zdecydowanie polecam zwiedzanie na własną rękę. My mieliśmy akurat wykupioną wycieczkę i żałowałam, że musimy się wpasować w ramy czasowe. Zdecydowanie mogłabym tam siedzieć i odmakać godzinami, robiąc milion zdjęć.

 

8. Bagnoregio

Tak mi serce rośnie jak sobie myślę o tym miejscu!
Nie mam zamiaru brać ślubu, ale oczywiście jak normalna kobieta mam już cały scenariusz ceremonii, wybraną suknię ślubną, kolor przewodni i rodzaj serwetek na stołach. Jedyne, czego nigdy nie znalazłam to odpowiedniego miejsca.
Aż do momentu, w którym zobaczyłam Bagnoregio. Umieściłabym w tutejszych domkach moich gości weselnych, w kościele byłby ślub, a na głównym placu, odbyłoby się wesele, na wolnym powietrzu (nawet idealne miejsce dla orkiestry tam znalazłam!). I tak byśmy się bawili przez 3 dni.
Problem w tym, że są to pozostałości średniowiecznej wioski, stworzonej na skale, która się osypuje. Już teraz wiadomo, że w którymś momencie przestanie istnieć, choć Włosi robią wszystko, aby temu zapobiec. Miejsce na wesele mam, chociaż coś mi się wydaje, że miasto prędzej się sypnie niż ja się hajtnę.

 

9. Bazylika św. Piotra

Jedyne „oczywiste” miejsce na mojej liście. Byłam w niej wiele razy, ale za każdym razem robi na mnie niepowtarzalne wrażenie. Czy tego chcę, czy nie, zawsze wychodzę stamtąd jakaś taka uduchowiona.
Kiedyś będąc w bazylice poczułam impuls i poszłam do spowiedzi do polskiego księdza. To było piękne doświadczenie, nie tyle duchowe, co bardzo na poziomie zwykłego człowieka. Ksiądz nie prawił mi morałów o Bogu i przykazaniach, ale o tym jak dbać o siebie, o swoje własne dobro. Tak jakby wiedział, czego potrzebuję w tamtym momencie usłyszeć.

 

10. Wyspa Capri

Kiedy myślę o Włoszech, najczęściej pojawiają mi się obrazy z Capri. Raz, że to pierwsza wyspa, na której byłam, dwa, że były to nieliczne wakacje na których byłam z mamą, a trzy to Capri to dla mnie definicją śródziemnomorskiego klimatu i sposobu życia.

 

Czasami warto zboczyć z kursu i nie podążać ślepo za tłumem. Dzięki temu można odbyć podróż do miejsca, którego celu byś się nie spodziewał – podróży wgłąb siebie.

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like