Żyć muzyką nie umrzeć z głodu

40 dni bez mięsa i słodyczy

40 dni

Sezon na lody i grillowanie w pełni. A ja trochę postnie. Tak ku pokrzepieniu serc tych, którzy jednak o sylwetkę na lato sobie zapracowali lub nadal pracują.

Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale rok temu postanowiłam nie jeść słodyczy podczas wielkiego postu.

Dlaczego w czasie postu?

Nie było to spowodowane chęcią zaimponowania Jezusowi. Ot, 40 dni z wyznaczonym przez chrześcijaństwo początkiem i końcem.
Dla mnie miało to sens, bo wiedziałam, że nie żegnam się że słodyczami na zawsze tylko na 40 dni. Pewnie dlatego wytrzymałam.
Miało to też swój dodatkowy atut. Argument “jest post, nie jem słodyczy” działał na wszelkie babcie i ciotki, które gdyby nie post posądziłyby mnie o odchudzanie.

W sensie fizycznym odwyk ten nie wywarł na mnie jakiegoś większego wpływu. Zauważyłam jedynie, że nie muszę już tak bardzo słodzić herbaty jak robiłam to wcześniej.

Mój sukces miał inny wymiar, a mianowicie udowodniłam sobie, że jestem w stanie się czegoś trzymać, że umiem powiedzieć nie.
Przeszkadzała mi tylko jedna rzecz – zgodnie ze staropolskim obyczajem gościnności, często byłam częstowana ciastem gdy kogoś odwiedzałam w domu. Ja jednak musiałam odmawiać gospodarzom, co u nas nie jest w dobrym tonie.

Jaka z tego wyniosłam nauczkę?
Jedz słodycze tylko wtedy kiedy Cię częstują.

W tym roku  postanowiłam nie jeść mięsa. Zainspirował mnie do tego film dokumentalny z Leonardo DiCaprio Czy czeka nas koniec.
Spodziewałam się, że po tych czterdziestu dniach nawrócę się na jakiś weganizm albo inny wegetarianizm, będę czuła się fantastycznie, a może nawet schudnę.

Nic z tych rzeczy.

Pierwsze co zauważyłam to fakt, że zmniejszył mi się wybór potraw w menu. Z 10-daniowej karty lunchowej zostały mi dwa dania w tym zupa. Hamburgery wegetariańskie to zło w czystej postaci. Wracając z siłowni sorry, ale ostatnie o czym myślisz to sałatka, a najchętniej zjadłabyś całą świnie. Niejedzenia mięsa to dla Polaka duży problem. Weź tu nie zjedz rosołu. Rosołku jak jest Ci zimno, rosołku jak masz kaca, jednoczącego rosołku niedzielnego i tego pod zupę pomidorowa. Ja nie jestem jakąś wielka fanka mięsa, ale tak na zawsze pożegnać się ze schabowym, gołąbkami, bigosem i szyneczką w Wielkanoc? Słabo.

Niejedzenie mięsa tak, ale nie pod tą szerokością geograficzna. Szczególnie w małych miastach i wsiach. Chociaż czuję się kosmopolitką, to w kwestii jedzenia jestem 100% Polką. Kuchnia polska to coś, co nam w Polsce zdecydowanie wyszło.

Film DiCaprio nadal rezonuje mi gdzieś tam z tyłu głowy, dlatego czerwone mięso na pewno będę ograniczać.

Te 40 dni to było nie lada wyzwanie, ale warte zachodu chociażby dlatego, że dzięki temu jem teraz mięso świadomie. Zamiast ulegać modom na weganizm czy inny bezglutenizm, chcę sama decydować o tym co i jak jem.
Jem mięso, bo wiem jak to  jest nie jeść mięsa.

Takie 40 dni to fajna alternatywa dla kogoś, kto przez całe życie obiecuje sobie w nieskończoność niejedzenie czegoś, a chwilę później łamie dane sobie obietnice. Masz świadomość, że to nie na zawsze, ale…

 Potrzeba 21 dni, żeby wyrobić w sobie nawyk,
a 90 dni, żeby stworzyć styl życia.

Polecam,

Gosia Filiczkowska

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like