Żyć muzyką nie umrzeć z głodu

Podstawowe błędy wokalistów i jak ich uniknąć?

Błędy wokalistów

Nie jestem nauczycielką śpiewu. Nie mam żadnego wykształcenia muzycznego, ale śpiewam odkąd pamiętam i występuję nie tylko dla rodziny i znajomych.
Podstawowe błędy wokalistów – moja lista osobista.


Po tym jakże zachęcającym wstępie chciałabym nadmienić, że tekst napisałam przede wszystkim na podstawie własnych doświadczeń i tego, co wyniosłam ze Szkoły Piosenki Elżbiety Zapendowskiej i Andrzeja Głowackiego. Chciałabym, aby tekst, który popełniłam był nie tylko przypominajką dla mnie, ale żeby pomógł i otworzył wokalistom oczy na pewne muzyczne, mniej oczywiste sprawy, które mogą pomóc w podszkoleniu warsztatu.

Kolejne punkty chciałam ułożyć w kolejności od najbardziej podstawowych do tych bardziej zaawansowanych, albo podzielić je na kwestie związane z mikrofonem, postawą ciała, czy interpretacją.
Później zmieniłam zdanie, bo chcę,  żebyś przeczytał/a całość  zamiast omijać kwestie podstawowe, które “oczywiście Ty już dobrze znasz”.

Kolejność zupełnie przypadkowa:

1) Otwieraj buzię

Jedna z najważniejszych kwestii i mój odwieczny problem. O ile łatwo jest tego pilnować przez kilka minut, o tyle ciężko ten nawyk wprowadzić na lata. A przecież chodzi o zupełnie inną jakość śpiewania. Jest jeden haczyk: o ile każdy tą buzię będzie ładnie otwierał na “Aaaaa”, gorzej już z innymi samogłoskami. Spróbuj wydać z siebie dźwięk “przez zęby”, a spróbuj z “otwartą paszczą” – sam się przekonasz.

2) Postawa

Kolejna bardzo ważna kwestia, bez której opanowania nie zabieraj się za śpiewanie, bo ma ona bezpośredni wpływ na przeponę, Twoją pewność siebie i tego jak widzą Cię inni. To kolejny problem, z którym mam do czynienia na co dzień. O ile garbienie mam opanowane to zapominam o nogach i czasami staję sobie jak taka kaczka ze stopami do środka. Spoko, jeśli w repertuarze masz piosenki o “Kaczcie Dziwaczce” i “Sierotce Marysi”. Jeśli nie masz, to:
– Nie garb się!
– Głowa do góry!
– Ramiona w dół!
– Nogi na wprost!

3) Śpiewaj czysto

O ile improwizacje okołomelodyjne mogą być ciekawą interpretacją, o tyle fałszowanie nie wchodzi w grę. Tu nawet nie chodzi o typowe fałszowanie. Pani Zapendowska zawsze nas pilnowała, żeby piosenek, których dopiero się uczymy, nie śpiewać po swojemu, ale nutka w nutkę identycznie z oryginałem. Na udziwnianie piosenek jest czas dopiero na koniec, kiedy już nauczymy się utwór śpiewać poprawnie technicznie.
Jakkolwiek prosto by to nie brzmiało: w fałszowaniu pomaga dobry słuch. Nie jest to jednak oczywista oczywistość. Nawet mając dobry słuch, można pewne dźwięki śpiewać niepoprawnie. Był to wśród uczniów Szkoły Piosenki częsty problem, a  pomagało nam w tym dokładne prześpiewywanie utworów nutka w nutkę, żeby te błędy wyplenić.

4) Miejsce na mikrofon nie przy ustach

Po pierwsze, żeby nie zasłaniał nam całej twarzy. Tak jak na załączonym obrazku:
Porady dla wokalistów
Strumień powietrza i dźwięku, który wydobywa się z ust jest skierowany nie, jakby się mogło wydawać równolegle do ust, ale w dół.
Dlatego środek sitka mikrofonu powinien znajdować się na wysokości pomiędzy ustami, a podbródkiem. Tak jak na załączonym obrazku:
Porady dla wokalistów 2

5) Nie męcz

Nie męcz piosenek ciągle granych w radiu i nie śpiewaj piosenek, których nie jesteś w stanie zaśpiewać tak samo, lepiej lub w innej aranżacji od oryginału. Mam tu na myśli wszelkie Whiskey moja żono, My heart will go on z Titanica, czy I will always love you Królowej Whitney. Wiadomo, każdy musi od czegoś zacząć, każdy musi to przerobić i spróbować. Ale zaufaj mi, lepiej będzie zrobić to w czterech ścianach niż śpiewać gnioty na szkolnych akademiach (z całym szacunkiem dla Celine i Whitney). Na facebooku była nawet taka grupa: “Nie lubię małych dziewczynek śpiewających w TV smutne piosenki”.
Mniej patosu i Whiskey, a więcej oceny mierzenia siły na zamiary.

6) Każdy ma inną wrażliwość

Miałam swoich ulubionych wokalistów w Szkole Piosenki. Było w niej również kilku takich wokalistów, którzy do miana ulubionych bardzo chcieli pretendować. Kiedy po zakończonych koncertach pytałam znajomych czyj występ podobał im się najbardziej, wskazywali jeszcze inne osoby.
Coś, co podoba się jednej osobie, nie zawsze będzie się podobać drugiej. Ile dyskusji przeprowadziliśmy w kulisach podczas koncertów kończących semestr w Szkole Piosenki, zastanawiając się jak dana osoba mogła wybrać sobie daną piosenkę. Później okazywało się, że właśnie te piosenki najbardziej zapadały widzom w pamięć.
De gustibus non est disputandum – o gustach się nie dyskutuje.
I to w muzyce jest najpiękniejsze.

7) Teraz najłatwiejsza porada ever

Śpiewasz wysokie dźwięki – głowa na dół.
Śpiewasz niskie dźwięki – głowa w górę.
Zabieg czysto psychologiczny.
Dobrze mieć to na uwadze, bo często się zdarza, że śpiewając wysokie dźwięki, podnosimy głowę, jakby miało to nam w czymś pomóc.
Uwaga! Odkryję Amerykę: Nie, w niczym to nie pomaga. W ten sposób tylko zaciskamy sobie gardło.

8) Wczuj  się w rolę zanim zaczniesz śpiewać

Mieliśmy kiedyś takie ćwiczenie z Panem Andrzejem Głowackim vel Doktorem, w którym do każdej z naszej piosenki mieliśmy się zastanowić z jakiej pozycji ten utwór wychodzi, w jakim momencie on się “staje”. Nie bez znaczenia jest więc wgłębienie się w istotę piosenki, jej tekst, kim jest podmiot liryczny. Koleżanka, która śpiewała piosenkę, w której podmiot liryczny zdaje sobie nagle sprawę, że przestaje kogoś kochać.
Zagrała to ona w ten sposób, że udawała, że prasuje, nagle zamyśliła się, przestała prasować, podniosła głowę i się uśmiechnęła.
Mój podmiot liryczny natomiast był  kobietą zatroskaną, pełną oczekiwania, rozczarowania, zmartwienia. Zagrałam to w ten sposób, że chwilę nerwowo pokręciłam się po pomieszczeniu, później skierowałam się do okna, skąd udawałam, że wyglądam swojego kochanka i z tej pozycji zaczęłam śpiewać.
Oczywiście przed występem takich scenek nie masz w obowiązku odgrywać. Ćwiczenie to natomiast uświadamia jak istotną kwestią jest Twoja interpretacja i wczucie się w rolę, zintegrowanie się na te kolejne minuty ze swoją postacią.

9) Ładnie nie zawsze oznacza ładnie, brzydko nie zawsze oznacza brzydko

Był to jeden z pierwszych problemów, z jakim przyszło mi się zmierzyć w Szkole Piosenki. Być może było to spowodowane specyfiką utworów nad którymi pracowaliśmy, być może gdybyśmy wzięli na tapetę inne gatunki muzyczne, ten problem by się nie pojawił.
Bo ja wszystko chciałam śpiewać tak ładnie, poprawnie. Natomiast w utworach, które sobie wybierałam, często nie liczył się ładny głos wykonawcy, ale właśnie tekst i jego przekaz. Żeby przekaz się zgadzał, nie zawsze trzeba było śpiewać ładnie, ale przede wszystkim dobitnie (nie mylić z wybitnie).
Ten problem uświadomił mi również to w jakiej muzyce chcę się obracać i że zdecydowanie wolę śpiewać po prostu ładnie niż dobitnie.

10) Panie Mrozu, a co to jest “zogień”?

Nie ma nic gorszego niż słaba dykcja, ubezdźwięcznienia i wszelkie ą i ę na końcu, kiedy już zdajesz sobie sprawę z ich istnienia. Jest to moja zmora i czasami wolałabym żyć w błogiej nieświadomości, niż widzieć tak kardynalne błędy czołowych artystów na polskiej scenie, czy telewizyjnych prezenterów. A przecież to jest podstawa!
Zwykły Kowalski tych błędów nie usłyszy i nie będzie mu to robiło różnicy. Takie wszelkie telewizyjne ą i ę weźmie nawet za szczyt “pańskości” i elokwencji. Uwaga, odkrywam Amerykę po raz drugi: KAŻDE “Ę” NA KOŃCU WYRAZU ZAMIENIA SIĘ W “E”. Kropka.
Ilu ja piosenek nie mogę słuchać tylko dlatego, że drażnią mnie te błędy. Na przykład taki Mrozu ze świetną piosenkę, którą tak zepsuł jednym wyrazem: “ZOGNIEM”.

Panie Mrozu, a co to jest zogień?!
I dla przykładu wklejam link do instagrama mojej Karolinki, która chodziła ze mną do Szkoły Piosenki i śpiewa tę piosenkę tak, jak powinno się ją śpiewać:

W tym momencie chciałabym pozdrowić moją nauczycielkę polskiego z gimnazjum, Panią Dorotę, która jako pierwsza, w dość prześmiewczy, ale bardzo uroczy sposób wytykała nam te wszelkie ubezdźwięcznienia i “ę” na końcu zdania, a także wszystkich logopedów i polonistów. Z całego serca Wam współczuję.

11) Śpiewaj tak, żeby zaciekawić publiczność

Dobrze, jeśli Ci, którzy będą Cie słuchać, mieli ku temu powód. Mogą się wzruszać, śmiać, zachwycać muzyką, tekstem, Twoim głosem. Chociażby z szacunku dla widza i czasu, jaki Ci poświęca, żeby Cię zobaczyć zastanów się czym chciałbyś zainteresować widza. Sposobów jest mnóstwo od wyboru odpowiedniego repertuaru, po interpretację, muzykę, czy nawet granie tylko i wyłącznie oczami.

12) Trzymanie (się) mikrofonu

Mój najczęstszy błąd. Często trzymam mikrofon zaraz przy sitku. Nie jest to dobry pomysł, bo przecież mikrofon nie bez przyczyny jest skonstruowany w taki, a nie inny sposób. Również wszelkie zabawy kablem, owijanie się nim po łokcie, robienie wszelkiego rodzaju lasso i przytulanie oburącz mikrofonu, który stoi na stojaku i przecież nigdzie nam nie ucieknie, wygląda po prostu groteskowo.

13) Gdzie ja paczę?

Zależy od utworu i jego interpretacji.
Ale na pewno nie w dół (chyba, że śpiewasz o sierotce Marysi)
Nie w górę (chyba, że idziesz na przesłuchanie do chóru aniołów)
No i nie z zamkniętymi oczami (również dobrze możesz śpiewać w swoim pokoju, jeśli nie możesz patrzeć na ludzi.). Oczywiście nic się nie stanie, jeśli zamkniesz oczy, bo tak się wczułeś w śpiewanie. Natomiast śpiewanie całego koncertu z zamkniętymi oczami dla widza miłym sygnałem nie jest.
Miejsce na Twój wzrok jest na wysokości do pół metra od głów Twoich słuchaczy.
Dobrze jest też skupić wzrok w jednym punkcie. To pozwoli Ci się skoncentrować, a słuchaczom skupić na Tobie.

14) Marszczenie czoła

Straszny nawyk, z którym mam problem nie tylko ja, ale wielu moich znajomych. Nie dość, że idzie sobie narobić zmarszczek, to w dodatku nie wygląda to dobrze.
Jaka rada? Przyklej sobie plaster, zaklej sobie czoło, przyłóż rękę. Będziesz mieć lepszą świadomość tego nawyku, co pozwoli lepiej nad tym zapanować.

15) Zapominanie tekstu

Zdecydowanie mój problem. Mój chłopak śmieje się, że na drugie imię mogłabym mieć Alzheimer. Nieważne, czy śpiewam daną piosenkę dziesiąty, czy setny raz. Zapominanie tekstu piosenek mam wpisane w straty. Na szczęście do perfekcji opanowałam wymyślanie tekstu na poczekaniu, udawanie, że wcale się nie pomyliłam i przearanżowywanie piosenek w trakcie śpiewania. Nikt oprócz Ciebie nie będzie wiedział, że się walnąłeś w tekście dopóki na sali nie siedzi jego autor lub ktoś, kto go również zna. A takich ludzi wśród publiczności jest może 2%. Najważniejsza rada: nie daj po sobie znać, a ludzie będą myśleli, że tak ma być. Kropka.

16)  Śpiewaj tak jakbyś wymyślał/a tekst na poczekaniu

Śpiewałam kiedyś bardzo poetycki utwór Agnieszki Osieckiej W dziką jabłoń, do tego utwór pozbawiony rytmu. Nie wiedziałam jak mam go ugryźć. W końcu ktoś mi doradził: “śpiewaj tak, jakbyś wymyślała tekst na poczekaniu”.
To rzeczywiście się sprawdziło. Dzięki temu łatwo było wytworzyć atmosferę potrzebną do zaśpiewania tej piosenki. Dzięki temu napięcie samo się budowało.
Łatwiej oczywiście zastosować tą metodę do tekstów poetyckich, ale myślę, że z powodzeniem można też próbować w innych gatunkach muzycznych, przy lżejszych tekstach.
Moja interpretacja:

17) Rozśpiew

Zrób rozśpiewke przed przed występem, a jeśli nie masz czasu to chociaż mormorando, a jak nie mormorando to chociaż 40 brzuszków. To super działa na przeponę (taka rada od Mariny Łuczenko, która mi kiedyś zapadła w pamięć).

18) Wiedz o czym śpiewasz

Bardzo ważna sprawa, nie wszystkie teksty piosenek należy traktować serio, wiele z nich ma drugie dno. Skoro wykonujesz ten utwór, musisz to drugie dno znać. Właśnie dlatego zajęcia z interpretacji w Szkole Piosenki zajmowały lwią część. Tylko znając dogłębnie utwór, przekaz i historię autora jesteś w stanie skutecznie widzowi coś przekazać, tak aby cie zapamiętał.

19) I na koniec

To, że nie masz wibrata, skali na 4 oktawy, ani pięknej barwy głosu wcale nie oznacza, że się nie nadajesz. Na przykład ja mam problem z wibratem w głosie. Czasami się pojawia, czasami nie, ale na zawołanie nie potrafię go wywołać. Uważałam to za duży problem. Powiedziałam o tym Pani Eli Zapendowskiej. Zapytała mnie po co mi to. Powiedziała, że wibrato przydaje się przy wszelkich musicalach, czy operach, że mi to do śpiewania nie jest niezbędne. Mega mnie to podbudowało.

Ostatnio rozpoczęłam współpracę z pewnym gitarzystą. Zapytałam, czy zgłosiło się do niego więcej wokalistek. Odpowiedział, że jeszcze 6 innych dziewczyn, w tym uczestniczki The Voice’a. Powiedział, że wybrał mnie, bo mam nienachalny i delikatny głos.

Muzyka ma tak szerokie spektrum gatunków, że nawet jeśli wydaje Ci, że Twoja barwa się nie nadaje, gwarantuję, że nadaje się do innego gatunku muzycznego, innych piosenek. To trzeba po prostu znaleźć.

Ja nadal szukam. I się uczę.

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like