Nic co ślubne nie jest mi obce

“- Chciałabym mieć takiego męża.”

Wesele

– Po tych ostatnich patologicznych weselach przydałoby się nam w końcu jakieś normalne, co? – zagadałam Maćka w drodze na kolejne wesele.
– Noo, gdyby tylko była na to jakaś reguła…

Gdy na salę weszli goście chciałam cofnąć to, co powiedziałam. Okazało się, że średnia wieku gości to jakieś 45 lat, a Młodzi też nie wyglądali na pierwszej młodości.

Ale za to!

Młoda była prześliczna! Wysoka blondynka ubrana w suknię w literę A.
Prezentowała się genialnie! Nawet krzykliwa biżuteria wyglądała na niej niesamowicie elegancko. Ten typ urody, który ozdabia włożone na siebie ubrania zamiast ozdabiania siebie ubraniami.

W momencie kiedy goście chwytali za kieliszki, Młody poprawiał swojej żonie zakrzywiony z tyłu welon. Taki zwykły, niby nic nie znaczący gest, ale mnie to rozczuliło. Faceci rzadko zwracają uwagę na takie rzeczy, a jeszcze rzadziej stać ich na taki gest. (Oczywiście proszę nie mylić noszenia kobiecej torebki z miłym, męskim gestem. Nie jest to męskie i w żaden sposób usprawiedliwione nieważne jak ciężką kobieta nosi torebkę).

Z drugiej strony widziałam, że świadkowa samym ruchem warg mówi do Młodej: “Nie żuj gumy!”. Młoda oczywiście żuła tylko chlebek z powitania. Ale brawo, świadkowa, za spostrzegawczość i reakcję.

Świadkowie chyba też trochę za bardzo wczuli się w klimat. Podczas pierwszego tańca, ich zadaniem było puszczanie baniek z dziecięcych kolorowych pistoletów. Wszystko ładnie pięknie, tylko miałam wrażenie, że był to taniec Państwa Młodych i… Świadków! Do tego te kolorowe pistolety, które tak odwracały uwagę gości od Młodych…

Za to niesamowicie utkwiła mi w pamięci jedna para gości. Para, która na pierwszy rzut oka nie zwracała na siebie uwagi, nie różniła się od innych gości. Obydwoje przed czterdziestką, ona – krótkie, mocno kręcona czarne włosy, całkiem pulchna, ale ubrana w dopasowany czarny kombinezon i czerwone niebotycznie wysokie szpilki, w których przetańczyła do rana. Na plecach kombinezonu miała rozcięcie spod którego widać było koronkowy czarny biustonosz. On – w sumie nie ma o czym gadać.
Co więc zwróciło moją uwagę?
Energia bijąca od tej pary, przede wszystkim tej kobiety. Nawet Gosia, druga wokalistka, zauważyła to samo. Nawet kiedy jej partner o 3:30 ledwo już trzymał się na nogach, ona nadal tańczyła przy nim i śmiała się z niego. Nie na zasadzie robienia dobrej miny do złej gry, ani głupkowatego śmiania pary nastolatków. Oni oboje cieszyli się sobą.
Ta kobieta zdecydowanie miała coś w sobie. Coś nie do zdefiniowania, ale nie pozwalającego odwrócić od niej wzroku.
– Ale skubana ma fajny ten kombinezon – powiedziała Gosia.
– Noo! Ja bym tylko na jej miejscu założyła czerwony, zamiast czarnego, biustonosz.

Dobrze, że wesele już się kończyło, bo brunetka już zauważyła, że jest obserwowana przez dwie Gosie, krytyczko-wokalistki weselne.

Gości mieliśmy świetnych, a Młodzi do ostatniej chwili byli niesamowici. Po odśpiewanych już ostatnich „Sto latach” przybili sobie piątki jak najwięksi ziomale.

– Chciałabym mieć takiego męża – na sam koniec skwitowała Gosia.

A ja nie ujęłabym tego lepiej.
Uwielbiam wesela, które pozostawiają po sobie wrażenie, że to się musi udać.

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like