Lubię to

O tym jak Dan Brown “krzywdzi” dziewczynki swoimi książkami

Dan Brown

enter Wyobraź sobie, że siedzisz późnym popołudniem w swojej ulubionej kawiarni, pijąc ulubioną kawę i czytając książkę swojego ulubionego autora. Kawę kończysz równolegle z książką, a po chwili refleksji nad nią, udajesz się na spotkanie z jej autorem…

Ale najpierw musimy się cofnąć o kilkanaście lat

Dana Browna zaczęłam czytać w wieku 13 lat. Dużo o nim słyszałam. Między innymi, abym w tak młodym wieku nie zabierała się za jego książki, bo moje poglądy nie są jeszcze ukształtowane i ta lektura mogłaby podkopać to, co przez lata wpajał mi kościół, babcie, polskie zwyczaje i kultura.
A przecież wszelkie przejawy samodzielnego myślenia są fuj.
Pierwsze co zrobiłam, po usłyszeniu tej jakże zniechęcającej mnie rady, zabrałam się za Kod Leaonarda da Vinci.
Rezultatem było dokładnie to, przed czym mnie przestrzegano.

Czy stała mi się krzywda?

Jeśli krzywdą nazywamy zadawanie pytań i zaprzestanie wiary w nieomylność księży, no to stała mi się straszna krzywda. Dzięki Bogu! (o ironio).
go to link Kod Leonarda da Vinci zaszczepił we mnie nie tylko umiejętność kwestionowania, zadawania pytań, ale wtedy właśnie zaczęło kiełkować we mnie marzenie, żeby kiedyś zobaczyć Paryż.
Później były http://wpchotsprings.com/tag/judi-online/ Anioły i Demony i rodząca się we mnie miłość do sztuki, chęć ujrzenia na własne oczy miejsc wspomnianych w książce, chęć podróżowania w ogóle.
Cyfrowa Twierdza, komuś kto nienawidzi matematyki, ukazała jakim pasjonującym tematem mogą być liczby.
Zwodniczy punkt, stał się moją ulubioną pozycją tego autora. Totalnie nie mogłam się od niej oderwać.
Wszystkie te książki przeczytałam do 14 roku życia i wtedy wywarły na mnie ogromne wrażenie.
Dan Brown długo kazał na siebie czekać. Klucz Salomona wyszedł dopiero kiedy byłam już na studiach i pamiętam, że wtedy już nie wywarła na mnie większych emocji. Prawdopodobnie było to spowodowane moimi dużymi oczekiwaniami wobec niej, chciałam, żeby wywarła na mnie takie emocje jak poprzednie. W międzyczasie jednak zdążyłam już przeczytać dziesiątki książek, które miały ogromny wpływ na moje życie. Możliwe też, że wykształcił mi się jakiś tam gust literacki.
Wiadomo, że dziecko w wieku 13 lat łyka wszystko. Nie trudno mu zaimponować, jeśli konkuruje się z wszechobecną nudą i telewizorem. Pamiętam jednak, że po tej książce została  mi jedynie świadomość tego, że Biblia jest pełna symboli i ostatnie co powinniśmy robić, to czytać ją dosłownie.

Później udało mi się zobaczyć Paryż i Rzym szlakami Dana Browna.

Do Inferno miałam już spokojniejsze podejście. Poza tym fajnie mi się kojarzy. Nasza pierwsza rozmowa o książkach z Fabiosławem dotyczyła właśnie Inferno.

Inferno

Od tego się zaczęło

W naszą pierwszą wspólną podróż wybraliśmy się do Florencji tylko ze względu na ta książkę, gdzie czytałam ją ponownie równolegle ze zwiedzaniem tego, o czym pisał Dan Brown. Cudowne przeżycie.

Wróćmy do Początku

W końcu jednak udało mi się wyprzedzić samego autora. Początek czytałam już z perspektywy “wszystkowiedzącej”, bo Barcelona to niekwestionowanie moje ukochane miasto. W Budapeszcie przechadzałam się po tych samych mostach i piłam w tych samych barach, o których wspominał autor w swojej najnowszej książce.

Czynimy zadość ciału w nadziei, że zadowoli to również nasze dusze.

Miałam wrażenie, że ta pozycja nie ma w sobie tego magicznego “ciągnika”, który kazał Ci ślęczeć nad książką dopóki jej nie skończyłam.
Yhym, do momentu kiedy nie wsiadłam w pociąg i nie przeczytałam ciurkiem jakichś 400 stron. Aż mi się przypomniała debata, w której jak dziś pamiętam jak Karolina Korwin Piotrowska opowiadała o Danie Brownie jako o pociągowym autorze w jak najgorszym tego słowa znaczeniu.

Wielka uczta

Jedno jest pewne – kiedy zaczniesz czytać książkę, w której bohaterem jest Robert Longdon, czeka Cię wielka uczta.
Skubany tak pisze o dziełach i sztuce, że masz poczucie, że umrzesz jeśli natychmiast ich sobie nie wygooglujesz. Być może tez dlatego miałam poczucie, że powieść mnie nie wciąga, bo ciągle siedziałam podłączona do internetu. To samo jeśli chodzi o techniczne sprawy. Sami się czujemy jak naukowcy. Bo wszystko jest tłumaczone dla przeciętnego Kowalskiego.

Masz wrogów? Dobrze! To znaczy że o coś w życiu walczyłeś.

Oczywiście schemat zachowany:
– Wyprany z mózgu pomocnik
– Robert Longdon w nieodpowiednim miejcu w nieodpowiednim czasie
– Piekna i inteligentna kobieta u jego boku
Czy mi to przeszkadza? Ani trochę.

A czy w ogóle mi coś przeszkadza?

– Krótkie rozdziały i lawirowanie  pomiędzy zbyt wieloma tematami przez co masz poczucie, że oglądasz film (jeśli Twoja wyobraźnia działa jak trzeba). A to może jednak przeszkadzać
– Trzymanie w napięciu (choć na dobrą sprawę nie powinnam złościć się za to na autora)
-Brown wiele razy również podkreśla w swojej najnowszej książce jak brzydzi się konspiracjami. Widzę tutaj jednak cień hipokryzji. Wszystkie jego książki zbudowane są przecież na konspiracjach.
– “Ejdetyczna pamięć” – what the fuck?! Nie wiem, czy tłumacz po prostu nie potrafił znaleźć synonimu na tę zdolność, dlatego użył tego wyrażenia w książce 150 razy, czy Dan Brown postawił sobie za cel nauczenia ludzkości nowego trudnego słowa. Nie ma co – udało się, brawo.
Pamięć ejdetyczna (gr. είδος – to, co jest widziane), pamięć fotograficzna, wyobraźnia ejdetyczna to zdolność odtwarzania złożonych obrazów, dźwięków i innych obiektów z bardzo dużą dokładnością, którą według niektórych badań dysponują nieliczne osoby.
Źródło Wikipedia.
Nie ma za co.

Dialog jest ważniejszy, niż znalezienie konsensusu

Na spotkaniu autorskim Dan Brown okazał się bardzo ciepłym człowiekiem z niesamowitym poczuciem humoru. Również niesamowicie pracowitym. Pisze codziennie, wstaje o 4 rano. Jego pierwsze 3 książki obyły się totalnie bez echa. Na swój sukces czekał bardzo długo, co jest inspiracją i pociechą dla wielu autorów.

Proszę Was byście wierzyli w potencjał ludzkiej kreatywności i miłości, ponieważ te dwie siły razem zdolne są rozświetlić każda ciemność.

Powieść jest jak najbardziej aktualna i potrzebna. Zmusza do dyskusji, dialogu, bo “to jest ważniejsze niż znalezienie konsensusu”, co podkreślał autor zarówno w swojej książce jak i na spotkaniu autorskim.
Niech nie zniechęci Cię liczba stron książki. Zapewniam, że dzieła Browna czyta się najszybciej na świecie i mega zazdroszczę tym, którzy mają je jeszcze przed sobą.
Relację ze spotkania z autorem można zobaczyć pod tym linkiem. A że w tym tygodniu mam fazę na Browna, mój kolejny wpis na blogu będzie reportażem z wycieczki do Florencji z mnóstwem zdjęć i opisów z Inferno. Także stay tunned!
*Wszystkie cytaty pochodzą z Początku Dana Browna.

Polecam,
Gosia

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like

  • Świetna recenzja. Moja przygoda z Panem. Brownem przebiegała bardzo podobnie do Twojej.

    • Ooo super! Dziękuję! Czytałaś już Początek?

      • Jestem w połowie 😁 brak czasu skutecznie mi utrudnia delektowanie sie ksiazka.

        • Miałam to samo! W końcu się wkurzyłam i do miasta oddalonego o 500 km zamiast autem, pojechałam pociągiem i w ten sposób wygospodarowałam sobie czas na książkę. #desperatehousewife xD

  • Agnieszka Hrabak

    A co to za książka ‘Klucz Salomona’? Nie słyszałam o niej…

    • Książka przed “Początek”

      • Oj sorry! “Zaginiony Symbol”!
        “Klucz Salomona” to miał być pierwotny tytuł tej książki. Tak mi się wryło w pamieć, że jakieś głupoty napisałam.

  • Pingback: Moja droga przez Piekło (+ dużo zdjęć)()

  • Każdą książkę Dana Browna przeczytałam jednym tchem, aktualnie jestem w trakcie czytania ,,Początku”. Fajnie trafić na kogoś, kto również jest fanem tego autora. Napisałaś, że “Zwodniczy punkt” jest Twoją ulubioną pozycją, że nie mogłaś się od niej oderwać, ja z kolei próbowałam, starałam się, jak mogłam i niestety po jakichś pięćdziesięciu stronach zaprzestałam czytania, to było męczące. Skoro tak zachwalasz tę pozycję, może warto dać jej szansę? 🙂

    • Piękny komentarz! Ja tak miałam własnie z Zaginionym Symbolem. Chociaż przeczytałam do końca, to czytałam po łebkach. Może z perspektywy czasu inaczej podejdziesz do tej książki. Ja ją czytałam jak byłam w gimnazjum. Nie miałam jeszcze wtedy internetu. Wszystko wydawało mi się więc interesujące. Być może dzisiaj również nie wywarłaby na mnie większego znaczenia.

  • Maciej

    “Początek” wciąga przede wszystkim dzięki swej nietuzinkowej fabule, będącej znakiem rozpoznawczym Dana. Jedni powiedzą, że to odgrzewany kotlet; inni, że Autor znów umieścił nowe fascynujące wątki w spektakularnych, ale i – co należy podkreślić – idealnie dopasowanych lokalizacjach (tym razem są to “organiczna Barcelona”, “futurystyczne Bilbao” i “skonstniały Madryt”) i dzięki temu wpuścił do pomieszczenia świeże powietrze. Jak to u Dana, książka technicznie nie stoi na najwyższym poziomie, ale też nie musi, bo to przede wszystkim literatura rozrywkowa, literatura dla mas, która choć skłania do refleksji, to nie może przecież wymagać od czytelnika przesadnego wysiłku intelektualnego. Czyli nihil novi sub sole.

    Jeśli chcielibyście przeczytać coś w podobnym stylu (spiski, symbole, historia, religia, nauka i sztuka, w tym przypadku kartograficzna), a zarazem rodzimego autorstwa, polecam swoją “Atlantycką Konspirację”. Pozdrowienia!

    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4807528/atlantycka-konspiracja

    P.S. Zazdroszczę spotkania 🙂