Żyć muzyką nie umrzeć z głodu

Po 9 miesiącach w końcu się doczekaliśmy!

Czyli o tym, jak spełniliśmy największe marzenia Fabiosława.

– Jesteś pewien, że to mam być ja? – pytałam w październiku 2016 roku
– Tak, jestem pewien.

Jeszcze dzień przed pytałam, czy na pewno chce to zrobić ze mną.

– Nie wyobrażam sobie nikogo innego.

18 czerwca powitaliśmy w Warszawie…

Coldplay!

Nigdy nie byłam ich wielką fanką. Piosenek też jakoś namiętnie nie słuchałam. Ich jedyny utwór, który kiedykolwiek znajdował się na mojej playliście to „Paradise”.

Zaraz po weselu o 5:00 rano wsiadłam w autobus do Wrocławia, a z Wrocka do Warszawy oczywiście po drodze oka nie mrużąc. Chwila na ogarnięcie i już o 15:00 staliśmy tłumie pod bramą do wejścia (Fabiosław by mi nie wybaczył, gdybyśmy mieli oglądać koncert z odległości 300 metrów).

Pierwszy suport zagrał zespół Lyves. Ludzie naokoło komentowali, że grają muzykę jak z kościoła, że przynudzają i najlepiej jakby już skończyli. Ja oczywiście zachwycona.

Drugi suport zagrała Tove Lo, którą można kojarzyć z jej „Habits”. W teledysku do tej piosenki prezentowała się wyjątkowo nieapetycznie, na żywo nie bardziej atrakcyjnie, ale przynajmniej robiła dobre show. Brudny look i brak stanika też robi robotę.

A potem zagrali oni

I już wiedziałam, że jestem na najlepszym koncercie w swoim życiu.

Również kolorów tęczy nie będę już kojarzyć tylko z jednym. Na początku rzeczywiście wyglądało to trochę jak manifa środowiska LGBT. Cała scena była ozdobiona kwiatami we wszystkich kolorach tęczy. Miało to jednak jeszcze głębszy sens, który nawet trudno mi przelać na słowa. Całe to kolorowe show było jakby symbolem wielobarwnego piękna życia, tryumfu radości i zjednoczenia istot ludzkich. Podczas całego tego widowiska widziałam wiele odwołań do ayahuaski. Później poczytałam w Internecie na temat powiązań Coldplay z Ayą i miałam rację. Swój swojego pozna. Można powiedzieć, że koncert Coldplay to taka ceremonia Ayahuaski na sucho.

Plac zabaw dla dorosłych

Gdybym miała określić całe show w 4 słowach to były by to powyższe słowa. Jako dorośli rzadko się zachwycamy (“przecież już tak wiele widzieliśmy, rzadko co może nas zaskoczyć”). O wiele łatwiej przychodzi to dzieciom. A Coldplay wziął sobie za cel obudzić w nas dzieci. Chociaż na chwilę pozwolił zapomnieć, że na świecie w ogóle może dziać się źle.

Pójście na koncert Coldplay było jednym z największych marzeń Fabiosława. Bardzo się cieszę, że byłam wtedy z nim. Najlepiej wydane pieniądze.

Ja już teraz wiem, że nie jest to mój ostatni koncert Coldplay w życiu. Będę się na niego udawać przy każdej możliwej okazji.


O relacji z koncertu Julii Pietruchy można poczytać tutaj

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like