Żyć muzyką nie umrzeć z głodu

Instagram VS. Rzeczywistość, czyli życie na scenie od kulis

follow – Ubiór sceniczny zmienia. – pisze mi Polak, który kilka godzin wcześniej zaczepił mnie na instagramie. Z racji tego, że zatrzymał się w hotelu obok, przyszedł do klubu posłuchać nas na żywo.
can i buy generic Lyrica – Zmienia na plus, czy na minus? – pytam go po.

– Oglądając zdjęcia na instagramie to chyba trochę na minus. – pisze. – Na instagramie jest dziewczyna, która podróżuje, myśli, ma marzenia. A dodając sukienkę z cekinami cała ta warstwa umyka. Rozumiem, że praca ma swoje wymogi i dziewczyna musi zwracać uwagę nie intelektem, a sukienką, która ładnie leży.

I ja w tym momencie nawet byłabym w stanie przyznać mu trochę racji i kontynuować dyskusję, jak mi się wcześniej wydawało, na poziomie, ale facet niepotrzebnie zaczął się pogrążać:

– … Ale praca czasem się kończy.

Wyprowadzanie go z błędu, albo inaczej – uświadamianie o istnieniu drugiej strony medalu uznałam za marnowanie czasu, kiedy gościu ostatecznie pogrążył się tekstem:

– Zapominając o tle i biorąc pod uwagę kobiecość to na plus.

Czyli powiedział coś w stylu: ‘jesteś głupia, ale masz fajne cycki’, ale ubrał to w trochę ładniejsze słowa, które naiwna dziewczyna faktycznie potraktowałaby jako komplement.
Na szczęście patafianów rozpoznaję po pierwszej nutce.

Gdyby był dupkiem do końca, być może wywiązałaby się z tego jakaś interesująca dyskusja, albo nawet kłótnia na temat mediów społecznościowych, czy realiów zawodu muzyka. Później byśmy się nawzajem życzliwie poblokowali w mediach społecznościowych i w mojej pamięci zawsze byłby tym facetem, który pozwolił sobie wjechać mi na ambicję. Na pewno nie byłby mi obojętny, byłby w tym jakiś kolor.

Problem w tym, że jeśli facet najpierw stara się ustawić cię w szeregu, a potem się przymila to sorry, ale sam wykonuje sobie kastrację, a w mojej pamięci jawi się już tylko jako ciepła klucha, a nie facet.

Jak Cię widzą…

Wyobraź sobie, geniuszu, że wstajesz o 6 rano, jesz śniadanie, na które nie masz najmniejszej ochoty, stoisz w korkach, przez które spóźniasz się do pracy, gdzie już czeka na Ciebie wkurwiony szef. Odbębniasz swoje 8 godzin + 2 nieodpłatne nadgodziny + godzina w korku. Wracasz do domu, gdzie czeka na Ciebie równie wkurwiona żona lub kot, bo znów przychodzisz do domu późno.
I tak dzień w dzień.
Przychodzi weekend, chcesz się urżnąć, zapomnieć o prozie życia. Idziesz do baru / klubu/ dyskoteki. Chcesz odciąć się od codzienności choć na jedną noc. Choć na jeden wieczór przenieść się w inny świat, skosztować czegoś innego. Chcesz zasmakować blasku, blichtru i wolności / miłości, poczuć się jak James Dean, za którym szaleją kobiety.
I wtedy wchodzę ja… cała na biało. Wróć! Cała w cekinach!
Skąpana w światłach reflektorów, uśmiecham się do Ciebie. Patrzę Ci prosto w oczy i mówię przez mikrofon, w klubie wypełnionym ludźmi, że niezmiernie się cieszę, że Cię widzę. A potem zaczynam śpiewać piosenkę ze specjalną dedykacją dla Ciebie i obiecuję, że zaśpiewam i zagram dla Ciebie wszystko to, co sobie zażyczysz.

A Ty w końcu czujesz się jak ten cholerny James Dean.

No ale spokojnie, to przecież nie jest przypowieść o Tobie. Ty w swoim związku czujesz się spełniony i zamiast kota masz przecież psa.

buy accutane australia Druga strona medalu

Ustawiam budzik na 21:00, o 21:30 nadal siedzę na fejsie, bo łóżko takie wygodne, ciepłe i bezpieczne. O 22:00 Magda krzyczy, żebym w końcu się ogarnęła.
W lustrze patrzą na mnie 2 worki pod oczami, które muszę teraz skrzętnie ukryć, pod mocnym makijażem. Oko zawsze czarne, usta zawsze czerwone – w światłach scenicznych makijaż i tak się zgubi, więc tutaj ‘co za dużo to nie zdrowo’ nie ma racji bytu.
Idę do szafy i jak zwykle nie mam się w co ubrać (ubieranie się na scenę to jednak ubieranie różniące się od tego na co dzień. A jeszcze przecież muszę pasować do outfitu Magdy). Zakładam stanik z push-u’pem, wciskam się w krótką sukienkę w cekiny, która gryzie mnie od środka. Znowu nie mogę znaleźć stringów, więc mam nadzieję, że babcine gacie nie będą odcinały się spod sukienki. Jestem wściekła, bo wiem, że przez cały wieczór będę musiała sobie tą sukienkę obciągać, żeby nie było mi wydać tyłka.
Tak, obciągać!
Przychodzimy do klubu  z nadzieją, że nikogo w nim nie zastaniemy i będziemy mogły zagrać sobie seta z repertuaru, jaki grałyśmy na Malediwach (czyli wszelkie standardy jazz’owe, Norę Jones, Arthę Franclin i instrumentale).
Ale nie! Goście wpatrzeni w ekrany swoich smartfonów, przy tym jednym piwie siedzą i czekają na Live Music Band, który składa się z podkładów ściągniętych z x-minus i saksofonu, na którym gra Magda i gitary, która widnieje tylko na plakacie (bo choć gitarę mam zapisaną w kontrakcie, to gram na niej tylko w piątki na brunch’ach).
O 22:28, ziewając, żale się Magdzie jak to mi się dzisiaj nie chce. O 22:30 przyklejam uśmiech i wchodzę na scenę. Każdy dzień pracy zaczynam podobną nawijką, którą wymyślam na poczekaniu, byle tylko coś mówić i żeby czas zleciał na gadaniu, aniżeli śpiewaniu, bo jestem podziębiona, mam zatkany nos i boli mnie gardło. Widzę faceta, który siedzi sam, witam go ciule czule, uśmiechając się do niego.

– Niezmiernie się cieszę, że Pana widzę! Zaśpiewam piosenkę z dedykacją specjalnie dla Pana…

“Ubiór sceniczny zmienia”

No co Ty nie powiesz?!

Kiedy śpiewałam w Chinach, byłam wściekła na mojego bandlidera, dla którego my, wokalistki, na scenie zawsze byłyśmy ubrane ‘za bardzo’. Nie jesteśmy w stanie zliczyć kłótni i ilości pieniędzy, które nam uciął tylko dlatego, że nie wyglądałyśmy tak, jak on sobie tego życzył. Oh pardon –  jak według niego klienci by sobie tego życzyli.
Zawsze powtarzał, że nasza scena to po prostu mniejszy odpowiednik wielkich scen takich artystów jak Lady Gaga, Katie Perry, czy Miley Cyrus.

Dla przykładu:

Jest jeden szkopuł: one za te występy dostają miliony dolarów.
Wprawdzie paradowanie z dupą na wierzchu nie powinno podlegać negocjacjom, bo chodzi tu przede wszystkim o własny komfort obyczajowy, to jednak nie ulega wątpliwości, że kwestie finansowe są w tym aspekcie nieodzownym elementem, trudnym do przeoczenia.
Beyonce, Lady Gaga, Christina Aguilera – one wszystkie mają cudowne głosy, które bronią się same. Po co więc epatują nagością…?

Facet nie przychodzi do klubu, żeby sobie pooglądać korposuki, ubrane w pantofle od Gino Rossi, granatową spódnicę z wysokim stanem, białą koszulę zapiętą pod szyję i nie daj jeszcze Boże garsonkę z broszką.

Gdyby tak było, sobotnie wieczory spędzałby przecież w pracy (albo w domu, he he).

Wszędzie występuje dress code, również na scenie. Dlatego zakładam te niewygodne cekinowe kiecki i 12 centymetrowe szpilki, choć w normalnych okolicznościach w życiu bym się tak nie ubrała (na co dzień paraduję w trampkach i bluzach z kapturem, albo księżniczkowych różowych sukienkach).
I choć klub, w którym występujemy cieszyłby się niezwykła sławą, gdybyśmy codziennie występowały w strojach pokroju Lady Gagi to zaufaj mi, to jak mnie widzisz, to jest już mocno okrojona i wynegocjowana wersja tego jak artyści mają wyglądać na scenie.

“… bo praca przecież się kiedyś kończy”

Na instagramie pokazuję siebie taką jaką chcę być widziana, czyli taką jaką jestem. Cekiny, szpilki i piosenki Rihanny to część mojej pracy, a dzięki niej jeszcze bardziej mogę się wyrażać jako człowiek, bo nie pracuję w kołchozie, albo w pracy, która psuje mi humor sprawiając, że nienawidzę poniedziałków i odliczam dni do weekendów.
Uwielbiam to, co robię, choć nie zawsze pałam entuzjazmem (np. wtedy kiedy jestem chora i zamiast szaleć na scenie wolałabym jednak zostać w łóżku, z herbatą, kocem, moją babcią i ‘M jak Miłość’).

Tak wygląda praca muzyka – jednego dnia grasz w filharmonii przed setkami gości, którzy kupili bilet na to, aby Cię posłuchać, drugiego kręcisz dupą do mida.
Na jednym kontrakcie grasz na plaży przy zachodzącym słońcu piosenki na drugim, jesteś gwiazdą rocka w jednym z klubów mieszczącym się na 17 piętrze wieżowca na pustyni.

Na szczęście muzyka zawsze pozostaje muzyką niezależnie od miejsca, w którym występuję, ludzi, którzy mnie oglądają i tego, jak ja sama wyglądam. Radości z robienia tego co lubię nikt mi nie zabierze.
Dlatego teksty o ‘cekinach zamiast myślenia’, wrzucam sobie w rachunek zysków i strat, który, no popacz, jednak zawsze wychodzi na plus.

Ciąg dalszy nastąpi…

Polecam (patrzenie głębiej),
Gosia Filiczkowska

P.S O tym co ja tu robię w Abu Dhabi można przeczytać tutaj: Po co blondynki z Polski jeżdżą do arabskich krajów?

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like

  • True story, co mogę więcej napisać, z tańcem jest bardzo podobnie:) nie raz było tak, że w życiu bym się na co dzień nie ubrała tak jak na scenę która jednak rządzi się swoimi prawami 🙂 najważniejsze to lubić co się robi, reszta nie jest istotna i jeśli ktoś ma z tym problem, to jego problem 🙂

  • Aleksandra Załęska

    Dlatego nie można nikogo osądzać na pierwszy rzut oka. Nigdy nie wiemy, co kryje się za ubiorem danej osoby. Choć w branży rozrywkowej nie pracuję i nie pracowałam, organizowałam eventy, na których widziałam jak artyści zmieniają się z “szaraczków” w “zdobywców świata” 🙂 Scena ma swoje zasady 🙂

    • I to w tym wszystkim też jest fajne! Że możesz na chwilę stać się kimś innym!

  • Nie mam w zwyczaju oceniać osób po wyglądzie, czy ubierze, aczkolwiek dobór kreacji, czy to codziennej, czy też scenicznej może wpływać na ocenę naszej osoby, ale po cóż się tym przejmować 🙂

  • Karmen Graczkowska

    “Na instagramie jest dziewczyna, która podróżuje, myśli, ma marzenia.” A sukienka nagle jej mózg odbiera i dziewczyna już nie myśli? Faktycznie patafian.

  • Cel Ka

    Kolejny świetny wpis 👏!! Czekam na więcej ! 🤗 Powodzenia 🙂

  • Świetnie się ciebie czyta. Przyznam, że rzadko kiedy czytam od deski do deski a ty mnie wciągnęłaś 🙂 Świetnie, że robisz to, co lubisz a jeszcze lepiej, że masz nosa do patafianów. Takich trzeba omijać z daleka 🙂

  • Mondro

    Zawsze mnie to zaskakuje, że ludzie nadal innych oceniają po wyglądzie. Choć tak wiele się na ten temat mówi i pisze. No ale głupich nie sieją, jak to mówią 😉

  • Monika Mendel

    Zgadzam się z twoim wpisem.

  • Tak mi się spodobał ten tekst, że nie jestem w stanie napisać nic więcej.
    Tylko tyle, że wrócę tu do Ciebie częściej!