Żyć muzyką nie umrzeć z głodu

MaleDiva część 2. Przede wszystkim ludzie

Malediwy 4

Na lotnisku już czekała Magda – mój klon. Blondynka, 160 cm wzrostu, niekwestionowane ADHD, w jednej ręce dzierżąca walizkę większą od niej,w drugiej saksofon.
Widzimy się po raz pierwszy w życiu.
Za 2 dni mamy zagrać 3-godzinny koncert.

Piszę to z pełną świadomością, ale i z nadzieją, że nie przeczyta tego nikt z hotelu, w którym grałyśmy, bo twardo zapewniałyśmy, że gramy ze sobą od lat. A znamy się jeszcze dłużej.


MaleDiva część 1. – O tutaj!


Z tym wyjeżdżaniem na kontrakty jest tak, że ucywilizowani ludzie nie rzucają wszystkiego w pizdu i nie wyjeżdżają na długie miesiące na drugi koniec świata.  Moja mama, która właśnie to czyta, zapewne jest teraz na mnie zła, bo użyłam wyrażenia „w pizdu”, więc pozwolę sobie teraz skorzystać z eufemizmu: To jest styl życia stworzony dla specyficznych ludzi. Jeśli dorzucimy do tego szufladkę muzyk/artysta, (co w wolnym tego słowa znaczeniu oznacza przerośnięte EGO), oraz daleką podróż i wykraczanie poza strefę komfortu to kończy się to tylko na 2 sposoby:

  1. Ci specyficzni ludzie stają się Twoimi ulubionymi ludźmi (na zasadzie znalazł swój swego)
  2. Ci specyficzni ludzie stają się Twoimi największymi wrogami.

Dlatego na kontrakty nie jeździ się z ludźmi, którzy są mega utalentowani muzycznie, tanecznie, czy obojętnie jak. Na kontrakty jeździ się przede wszystkim…

z ludźmi.

Pomiędzy tymi dwoma powyższymi opcjami nie ma nic pomiędzy i obie byłyśmy tego całkowicie świadome.
Ale Magda w samolocie rozwiała moje wątpliwości:

– Wiesz co? Jak mnie coś wkurza to o tym mówię, nawet krzyczę. Ostatnio z koleżanką o mało nie wyszarpałyśmy się za włosy. Ale po 5 minutach nam przeszło i było już w porządku.
– Ja nie krzyczę, raczej staram się wszystkim dogodzić, przez co później jestem wściekła co najwyżej tylko na siebie – przedstawiłam swój punkt widzenia. – Nie jestem też jedną z tych dziewczyńskich dziewczyn, które aby wybrać się do toalety, potrzebują wsparcia swojej psiapsiółki.
– To na pewno się dogadamy. – podsumowała Magda.

Malediwy 3

Malediva 1

Jeszcze Warszafka

Malediwy 9

Malediwy 8

Dubaj. Ten najbardziej wystający, święcący punkt (nie mylić z księżycem) to Burj Khalifa

Zgodnie z koncepcją Myśl Pozytywnie, spodziewałyśmy się najgorszego.
Ku naszemu zaskoczeniu, wszystko nam sprzyjało – były bilety, nie było problemu z instrumentami, żadnych opóźnień, czy nawet turbulencji.
Aby to uczcić, tak po polsku, kupiłyśmy sobie flaszkę na lotnisku w Dubaju. Sposobem na Banderasa schowałyśmy ją w moją gitarę uhahane, że oszukałyśmy przeznaczenie.

Lotnisko w Male nie zachęcało. Teren wyglądał jak w budowie.

Ale pierwsze niekorzystne wrażenie rozwiało księżniczkowanie, które zaczęło się jak tylko wyszłyśmy z samolotu (przyp. tłum: “księżniczkowanie”:  prowadzenie za rączki, noszenie naszych rzeczy, pytania z częstotliwością co 10 sekund czy wszystko w porządku i czy na pewno nam niczego nie brakuje). Nikogo nie trzeba było szukać, zastanawiać się gdzie pójść i co robić. Wszystko było zorganizowane w 100%.
I tak mi rób.

Niestety flaszką nacieszyłyśmy się tylko 4 godziny. Podczas rutynowej kontroli płynnie przedostała się pod konfiskatę malediwskiego prawa.
(Malediwy to jedyny muzułmański kraj, w jakim byłam, gdzie z taką dbałością przestrzegało się zakazu spożywania alkoholu. Ale o tym później).

Jak tylko weszliśmy “w ludzi” zapachniało słońcem, Azją. Nie wiem dlaczego, ale w pierwszej chwili miałam wrażenie, że wylądowałam na Jamajce (tak akurat po azjatycku), na której w rzeczywistości nigdy nie byłam, ale jeśli miałabym ją sobie wyobrazić to wyglądałaby tak jak Malediwy – nie za bardzo spieszący się ciemnoskórzy mężczyźni o długich kręconych włosach, w hawajskich koszulach i japonkach (te japonki wkrótce okażą się kluczowe).
Jamajski klimat ‘psuły’ muzułmańskie, zachuszczone i zaburkowane od stóp do głów, kobiety.

Lecąc na Malediwy miałam marzenie, aby przeprowadzić wywiad z jakimś lokalesem. Niesamowicie ciekawiło mnie co sobie myślą ludzie, którzy urodzili się i mieszkają w miejscu, o którym marzą wszyscy, ci nieliczni pracują całe życie, aby spełnić swoje marzenie o wakacjach pod palmami, a jeszcze większa większość nigdy nie będzie w stanie sobie pozwolić.

W ogień pytań wzięłam dziewczynę, która odbierała nas z lotniska. To od niej dowiedziałam się, że:

– lotnicze przemieszczanie się po Malediwach jest bardzo drogie, no chyba że masz czas na całodzienny rejs statkiem (czyli dla nas nic nowego. Pozdro PKP).
– Malediwczycy w sektorze państwowym zarabiają 800$, a w prywatnym 500$ (to też dla mnie nie nowość)
– życie w stolicy, Male, jest drogie w porównaniu do zarobków (i tu bez zaskoczenia)
– bardzo podoba jej się życie na Malediwach (a to już nowość! Nie mam swoim otoczeniu ludzi, którym podobałoby się życie w Polsce).

Z głównego lotniska przesiadłyśmy się w awionetkę, a Malediwy z lotu ptaka pokazały się nam w całej swojej cudowności:

Malediwy 4

Lotnisko w Male, stolicy Malediw

Malediwy 5

Malediwy 6

Malediwy 7

 

Podróż łodzią do hotelu stanowił ostatni odcinek naszej wyprawy.
Już w drodze do portu robiłyśmy milion pięńcet zdjęć,  jarałyśmy się każdą jedną durną palmą i choć zdychałyśmy z gorąca, od tamtego momentu już nie mogłyśmy przestać się uśmiechać…

Malediwy 1

Ostatni środek transportu. Styrane, ale przeszczęśliwe.

Malediwy 2

Jeśli dotwałeś/aś do końca, gratuluję. W nagrodę to, o czym pisałam w formie video:

MaleDiva cz.2

Mała zapowiedź kolejnego wpisu z cyklu MaleDiva. Post już na blogu (linka do niego podrzucę wieczorem).

Posted by Fililogia on Wednesday, January 24, 2018

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like