Życie pozadomowe

Miasto, do którego nie chcę wracać

Bukareszt - Architektura

Paryż i Barcelona w jednym – mówili…
Pięknie, tanio, klimatycznie i imprezowo – mówili…
Czyli o miejscu do którego nie chcę wracać.

Moje najwcześniejsze wspomnienie związane z tym krajem pochodzi sprzed 20 lat, kiedy to moja rodzina wybrała się 12-osobową pielgrzymką do Gdyni. Tam spaliśmy na plaży, dopóki nie obudziła nas świecąca nam po oczach latarkami, policja. Z racji tego, że spod śpiworów wystawały tylko czarne czupryny moich małych wtedy kuzynów, policjanci wzięli nas za…

…Rumunów, bo tak się składa, że to o Bukareszcie właśnie

W ten sposób, od 20 lat już, mój wujek nazywa dzieci swojej siostry Rumunami, a ja 10 lat później, miałam okazję przejeżdżać przez ten kraj w drodze do Bułgarii.

Byłam zachwycona przyrodą, zamkami, pagórkami i ładnymi dziewczynami, które mijaliśmy po drodze.
Za to trochę mniej zachwycały kartony w oknach, wychodki na polach i cygańskie pałace – z zewnątrz wyzłacane, w środku zupełnie puste.

Później na Erasmusie w Turcji poznałam po raz pierwszy Rumunki – piękne, inteligentne dziewczyny z kurwikami w oczach, pałające słabością do tureckich mężczyzn. No i Gretę – mojego ulubionego człowieka na tej ziemi, Mołdawiankę, która w Rumunii studiowała, a dzisiaj pracuje.

Z Gretą przyjaźnimy się od ponad 5 lat i mamy taki zwyczaj, że zawsze spotykamy się w innym kraju. Tym razem padło na Rumunię.

– Zobaczysz, będziesz zachwycona! Bukareszt to Paryż i Barcelona w jednym! Później pojedziemy nad morze do Vama Veche. Tam jeszcze bardziej będzie Ci się podobać! – zapewniała mnie Greta. – Tylko nie zabieraj ze sobą butów na obcasie, prostownicy i kosmetyczki. W ogóle nie będą ci potrzebne.

Po prostu balsam na moją duszę. Właśnie tego mi było trzeba, po tych wszystkich podróżach, gdzie kwestia perfekcyjnego wyglądu na zdjęciach z wakacji była rzeczą kluczową jak i nie najważniejszą. Totalna profanacja jak dla kogoś kto z turystyką ma trochę więcej wspólnego niż zdjęcia z wakacji na facebooku.
Nigdy więcej! – powiedziałam – i poleciałam do Bukaresztu.

Widmo komunizmu

Na imprezę miałyśmy pójść zaraz po moim przylocie. Niestety w związku z tym, że do samolotu wsiadłam prosto z wesela, napiłyśmy się po kielichu polskiej wódki i w końcu po 40-stu godzinach bez snu, padłam.

Bukareszt - Gosia i Greta 2

Piękne, młode, niewyspane

Następny dzień zaczęłyśmy od szawarmy, czyli rumuńskiego kebsa i dalej po prostu dałam się prowadzić mojej Grecie.
Ja się bardzo szybko i naiwnie zachwycam wszystkim (sporo też narzekam, ale generalnie to się jednak częściej zachwycam). Naprawdę przyjechałam do Bukaresztu z otwartym sercem. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy – Bukareszt jest pełen zieleni, mnóstwa bujnej roślinności i mają tutaj piękne banknoty!

Bukareszt - waluta

Banknoty piękne, paznokcie już mniej, czyli ja w podróży

 

Niestety Bukareszt złamał mi serce. Byłam zdruzgotana, tym bardziej, że to miasto mojej przyjaciółki, która tak się nim przecież zachwyca.

Po pierwsze, totalnie nie do pojęcia jest dla mnie to, że Rumunia będąc w UE od 1o lat, pozwala na to, aby miejsce, które nazywa się tam “Starym Miastem” i które powinno być wizytówką Bukaresztu, jest tak zaniedbane. Ja rozumiem, że nie wszystko piękne, co nowe, ale wydaje mi się, że potrafię rozróżnić stare zabytkowe kamienice (albo chociaż stylizowane na takie), czy nawet ruiny budynków, które zostały zachowane ze względu na ich znaczenie w przeszłości, od tych powojennych, po prostu zwyczajnie zaniedbanych i opuszczonych. I takie “perełki” w samym centrum “Starego miasta”.

Bukareszt - Architektura 2

Piękności

Było to pierwsze miejsce jakie zobaczyłam w Bukareszcie. „Fuck up” od razu na powitanie, no ale cóż, dajmy mu przecież szansę.

Pałac Ludowy?

Pokręciłyśmy się chwilę wokół parlamentu, który rzeczywiście robił wrażenie. Bez obowiązkowego selfie ani rusz. Na zdjęciu jesteśmy radosne i uśmiechnięte, ale historia tego miejsca już do takich uśmiechów ewidentnie nie nastraja…

Bukareszt - Gosia i Greta

Parlament w tle – choć mało wyraźny, trust me, robi wrażenie tylko pod względem wielkości

Budowla kosztująca w sumie 3 mld dolarów została wzniesiona pod dyktando ówczesnego dyktatora Nicolae Ceausescu, w czasie kiedy w kraju panowało ubóstwo i największy głód. Do budowy tego pałacu zmuszono 20 tysięcy ludzi i 400 architektów, zburzono wiele budynków starego miasta, wielu ludzi wysiedlono, ale jak na ironię pałac ten nosi miano “Domu Ludzi”. Po Pentagonie jest to drugi co do wielkości budynek na świecie

Bukareszt tak, ale nie dla Polaka

Miałam okazję przyjrzeć się architekturze tego miasta z perspektywy zwykłej ulicy i nie mogłam pojąć jak mogło powstać tak brzydkie miasto. Nie mam prawa wiedzieć jak żyło się w czasach komunistycznych, ale te szare, bezpłciowe budynki wywoływały we mnie tak dziwne i negatywne odczucia, że chociaż z komuną nie mam nic wspólnego, to dzięki temu miastu jestem w stanie sobie wyobrazić nastroje ludzi z tego okresu.
W Bukareszcie jest biednie i nawet błękitne cudowne niebo pełne słońca nie zdołały przykryć związanych z tym nastrojów mieszkańców.

Chciałam zwiedzać Bukareszt z czystą głową, chciałam, żeby mnie zaskoczył, chciałam go sama odkrywać. Jedyne czego nie chciałam to więcej fuckupów. Chwyciłam za przewodnik po Bukareszcie. No i w tych przewodnikach niestety każą turystom robić zdjęcia tej wątpliwej pod każdym względem architekturze.
Te opuszczone, straszące budynki na zachodnioeuropejskich, czy amerykańskich turystach być może robią wrażenie i służą za atrakcję turystyczną. Niestety dla Polaka obraz ruin przywołuje nadal ciążące widmo komunizmu, o którym zdecydowanie nie chcemy sobie przypominać na wakacjach.
Potrzeba nam jeszcze chociaż jednego pokolenia więcej, aby w tym mieście zamiast smutnych skojarzeń, dostrzec niebanalną, jeszcze nie do końca odkrytą destynację.
Bo taką na pewno jest.

Bukareszt - Architektura

Co autor miał na myśli…?

Starówce chciałam dać szansę jeszcze raz. Rzeczywiście, kwestia wejścia od innej strony na “Stare Miasto”, zmieniło moją perspektywę i w końcu pierwszy raz poczułam, że mi się podoba. Nie zmienia to faktu, że “mnogość” atrakcji Bukaresztu, które wywołały we mnie uczucie inne niż złe i neutralne zmieściłaby się na 100m2.

Bukareszt - ławeczka

Odwiedziłyśmy kilka cerkwii, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza zwyczaje kościoła prawosławnego tak inne od naszych. Na przykład fakt, że w kościele prawosławnym się stoi, msze trwają po 5 godzin, kobiety na głowę muszą zakładać chusty, a także oddzielne miejsce w cerkwii, niedozwolone dla kobiet.

Te kobiety…

Pamiętam jak Greta 5 lat temu opowiadała mi o swojej kulturze. O tym, że priorytetem kobiet  z jej kraju jest przede wszystkim dobrze wyglądać. Rumunki są piękne, same w sobie, ale do tego dbają o swój wygląd, inwestują w siebie.

Wszystko fajnie pięknie, ale jest tego druga strona – muszą też pilnować, żeby nie wydawać się zbyt inteligentne. Robią to, bo tylko w ten sposób są w stanie znaleźć sobie odpowiedniego męża i tym samym zadbać o swoją przyszłość i bezpieczeństwo. Wygląd to ich karta przetargowa, jedyna silna strona, bo kraje Europy Wschodniej z zakresu podejścia do edukacji kobiet mocno kuleją. Chodzi o wielopokoleniowych przekonania, że to facet stoi na czele rodziny, a kobieta ma rodzić dzieci i ładnie się prezentować. Te przeświadczenia jeszcze nadal mocno tkwią w tamtejszych społeczeństwach.

Stąd wysyp pięknych kobiet, a konkurencja między nimi tak duża, że nawet przeciętnie wyglądający chłop może sobie przebierać.
Greta mieszkała w różnych krajach Europy i zawsze mówiła, że w Mołdawii i Rumunii rodzą się w niej największe kompleksy. Tam facet nie zaprosi cię na randkę, nie zagada do ciebie, nie poprosi do tańca, nawet się za tobą nie obejrzy.
To ty masz o niego walczyć.

Poczułam to też na sobie. Jedyni ludzie, z którymi udało mi się nawiązać niezobowiązującą rozmowę to byli obcokrajowcy. Bynajmniej nie jest to kwestia braku znajomości języka angielskiego wśród Rumunów, bo tam wszyscy mówią po angielsku!

Osoba, która zrobiła na mnie największe wrażenie to pewna dziewczyna w klubu, pochodząca z Wenezueli, lesbijka. Tańczyła z inną dziewczyną. Była ubrana dość męsko, ale elegancko. Na głowie miała burzę czarnych loków, na nosie czarne okulary i rozsiewała wokół siebie taką energię, że po prostu chciałaś mieć taką osobę w swoim towarzystwie. Obie wyczułyśmy ją z Gretą niemal w tym samym momencie. Miała w sobie coś takiego, że nie mogłyśmy oderwać od niej wzroku. Greta w którymś momencie zagadała do niej i resztę baletów przetańczyłyśmy we cztery.

Taki kraj, że jedyni faceci, z którymi udało mi się nawiązać rozmowę to obcokrajowcy, a osoba, która zrobiła na mnie największe wrażenie to wenezuelska lesbijka.

Nie, sorry! Zagadało do mnie dwóch Rumunów – jeden naćpany, drugi pijany.

Kurtyna.

Ciąg dalszy nastąpi.

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like