Lubię to

Jak się zmotywować? Alternatywne rady dla tych naprawdę opornych.

Jak się zmotywować?

source site Julian Tuwim napisał, że listopad to jeden z dotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku.
Nie przeczę. Jest to miesiąc kiedy moje lenistwo osiąga apogeum.

buy veterinary Lyrica Stąd ten wpis, moja autorska lista, stworzona chyba przede wszystkim dla mnie.
http://planetapaz.org/132-agendacomun/galeria-fotografica-agenda-comun-para-la-paz-desde-los-territorios/1475-fotografias-caribe Ale niech Wam będzie – z Wami też się podzielę 🙂

1.

Jak mi się nie chce to zastanawiam się czego mi się nie chce bardziej i stawiam sobie ultimatum: jeśli nie chce mi się ćwiczyć to muszę się pouczyć włoskiego i wtedy w zależności od tego czego mi się nie chce mniej, temu się poświęcam. Może to głupie i nie ma nic wspólnego z systematycznością
Ale!
Zawsze wykonam to jedno z dwóch.
Zawsze jestem o krok bliżej niż dalej.
Zawsze lepsze to niż nie zrobić nic.

2.

Plan na kolejny dzień układam niemal co do godziny. Nigdy nie robię planu tego samego dnia, bo wtedy już ustawiam go pod siebie, swoje lenistwo, nastrój i niechcemisienie. Chyba znacie tego mema:

Jak się zmotywować

Źródło: demotywatory.pl

Oczywiście można by się tu rozpisywać o planach tygodniowych, miesięcznych, rocznych. Ale dla mnie to jest temat nie do przejścia. Jedyne czym się kieruję przy tym moim jakże ‘ambitnym’ planowaniu na kolejny dzień, to aby codziennie zrobić coś, co przybliży mnie do moich marzeń i celów.

3.

Jest takie narzędzie coachingowe, które polega na tym, żeby wyobrazić sobie siebie kiedy osiągamy swój zamierzony cel. Masz totalnie wczuć się w ten moment, w swoje emocje. Masz opisać co widzisz, jak wyglądasz, co czujesz, jak zachowują się ludzie wokół Ciebie.
Fajnie co?
Jest jeszcze inne, które polega na tym, żeby analogicznie wyobrazić sobie siebie w odwrotnej sytuacji, kiedy nie udaje nam się osiągnąć zamierzonego celu.
Na mnie to działa.

4.

Mój najszybszy i sposób na dodupizm, chandrę, życiowy nieogar, brak motywacji i emocjonalny zjazd? Medytacja.
Celem medytacji jest po prostu być. Nic nie robić, nie czuć, nie myśleć, a jedyne co powinno Cię zajmować to… oddychanie. Nic prostszego, co?
No właśnie niekoniecznie…
Medytuję od roku, a nadal uważam się za początkującą. Nadal nie potrafię się totalnie wyłączyć. Zawsze myśli gdzieś tam sobie wybiegają. Mimo wszystko wiele na tym korzystam. W końcu najlepsze pomysły rodziły się u mnie właśnie podczas medytacji.
Takie 10 minut w pozycji siedzącej, z zamkniętymi oczami na mnie działa cuda.
Poziom zadowolenia z życia, chęci, motywacji wzrasta u mnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie wiem z czego to wynika. Nie wiem jak to działa.
Ale działa.

5.

W książce Getting things done David’a Allen’a, czarno na białym, jak krowie na rowie i do bólu praktycznie opisane są setki metod ogarnięcia się. Na przyswajanie i wdrażanie takich metod jestem oczywiście oporna, ale na szczęście po lekturze tych 400 stron pozostała mi w głowie jedna zasada:

Jeśli zrobienie czegoś zajmie Ci mniej niż 2 minuty, zrób to teraz.

Nienawidzę robić przelewów, kupować biletów przez internet i wysyłać CV. Takie ‘obowiązki’ potrafią siedzieć Ci w głowie, denerwować Cię i sprawiać wrażenie, że masz jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Być może jest ich dużo, fakt, ale wykonanie ich WSZYSTKICH nie zajmie Ci więcej niż 10 minut. Prosta sztuczka, głowa pusta.

6.

Ten obrazek mnie motywuje:

motywacja

7.

Robię sobie deal’e z samą sobą.
Na przykład:
– jak skończę pisać posta to pooglądam kolejny odcinek House of Cards,
– otworzę pakę M&M’sów, ale tylko jeśli tego samego dnia pójdę na siłownię,
– nie muszę dzisiaj ćwiczyć, jeśli przez cały dzień będę odżywiać się zdrowo,
– sprzątam/ gotuję (na dwa dni)/ piszę/ uczę się DZISIAJ, bo jeśli to zrobię, nie będę musiała myśleć o tym przez kolejne 2 dni.

8.

Jeszcze apropos tego jedzenia. Kiedyś przeczytałam:

Jeśli nie jesteś wystarczająco głodna, aby zjeść jabłko, nie jesteś głodna tylko znudzona.”

A ja bym jeszcze dodała: “…albo chce Ci się pić.”
A tak w ogóle to 80% bólów głowy jest spowodowanych dostarczaniem zbyt małej ilości płynów (także najpierw woda, potem ewentualnie tabletka).
To z takich porad cioci Gosi.

9.

Motywuje mnie zdanie:

Wtedy kiedy ci się nie chce to jest czas kiedy powinnaś najbardziej.

Podobno potrzeba 21 dni na to, aby stworzyć nawyk i 3 miesięcy, aby stworzyć styl życia Nie wiem, nie próbowałam, kiedyś spróbuję jak mi się życie unormuje. Widzę w tym jednak dużo sensu. To właśnie te momenty, kiedy nam się najbardziej nie chce kształtują nasz charakter, świadczą o sile woli. Jednocześnie to z nich jesteśmy najbardziej dumni, kiedy pomimo wszelkich przeciwności uda nam się coś wykonać. Po każdym takim kryzysie motywacyjnym jesteśmy silniejsi. Tak samo z treningami. Boli? Zmęczona? To dobrze. Robisz to po to, aby za drugim razem było lżej.

10.

Mam takie jedno miejsce w Warszawie, gdzie czuję się najlepiej na świecie, mogłabym tam mieszkać, a ostatnio nawet zastanawiałam się, czy CV na kelnerkę nie złożyć. Nie wiem czy to zasługa wystroju, ludzi, klimatu, zapachu, czy jakichś innych dobrych wibracji. Miejsce to natomiast sprawia, że nabieram chęci do wszystkiego, mam najlepsze rozkminy, pomysły i zazwyczaj w tym miejscu tworzę teksty na bloga, po których mówię sobie: ‘dobra robota’.
Cafe Nero na Puławskiej.
Jestem tam co najmniej 2 razy w tygodniu. Zdecydowanie zbyt rzadko.

11.

To Meryl Streep w drodze na casting do filmu King Kong.

 

Meryl Streep - co mnie motywuje

I jej historia:

“To ja w drodze do domu z castingu do filmu King Kong, gdzie powiedziano mi, że jestem za brzydka do roli. To był dla mnie kluczowy moment. Ta jedna opinia mogła zniszczyć moje marzenia o zostaniu aktorką albo też mogła zmobilizować mnie do zapięcia się w pasy startowe i uwierzenia w siebie. Wzięłam głęboki oddech i pomyślałam: Przepraszam, że według Ciebie jestem zbyt brzydka do tego filmu, ale to tylko jedna opinia w morzu tysiąca i znajdę inną. Dziś mam 18 nagród Akademii”.
Komentarz zbędny.

12.

Wolne tempo i niewielki wysiłek to zdecydowanie to co lubię najbardziej.  Nauka 10 obcych słówek dziennie nie zajmie Ci dłużej niż 5 minut (prawdopodobnie jeszcze krócej). Nawet razem z powtórką z poprzednich dni nie zajmie Ci 10 minut dziennie. To jest 10 słówek, a ich nauka, serio, nie boli.
Teraz trochę matematyki:
10 x 30 dni = 300 nowych słówek w miesiącu
300 x 12 miesięcy = 3600 słówek w roku

Teraz zdradzę Ci sekret:
Aby porozumieć się z obcokrajowcem, potrzebujesz zaledwie 1000 słów.
Aby rozumieć 83% wszystkich treści np. w języku angielskim, potrzebujesz 3000 słów.

I mnie taka matematyka motywuje.

Masz tylko dwie opcje do wyboru: robić postępy, albo robić wymówki. No chyba, że dobrze Ci tak jak jest, ale mniemam, że chyba nie, skoro czytasz ten tekst.

Mam nadzieję, że kilka moich alternatywnych rad przyda się tym najbardziej opornym.
Szczególnie mnie.

Polecam,

Gosia Filiczkowska

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like

  • Strasznie nie lubię planować. Jakieś większe rzeczy zawsze mam na uwadze, ale nigdy nie zaplanowałam sobie zwykłego dnia – choć może powinnam 🙂 zazwyczaj myślę o tym ,,co powinnam” na ostatnią chwilę. Gdy mama zapytała mnie, czy kupiłam już bilet na święta, odparłam “na święta? Przecież do świąt jeszcze tyle czasu!” 🙂
    Ale próbuję swoich sił ostatnio w tzw. bullet journal, gdzie samemu się tworzy planner. Polecam! Przynosi to trochę porządku w chaosie 😉

  • Z tym planowaniem wcześniej niż tego samego dnia sprawdza się idealnie. Kiedyś, gdy chodziłam na siłownię, zauważyłam, że zazwyczaj rano, gdy wstaję, nie chce mi się nic i myślę sobie, że na siłownię też mi się nie chce pójść. Gdy jednak dzień wcześniej spakowałam sobie torbę i rano ją ze sobą wzięłam, okazywało się, że w ciągu dnia nabierałam ochoty na trening. Gdy to poranne przekonanie, że mi się nie chce, sprawiało, że nie brałam torby ze sobą, potem żałowałam, bo nabierałam chęci, ale zanim dotarłam do domu, zabrałam rzeczy i dotarłam na siłownię, mijało znacznie więcej czasu i chęci malały. PS. Też nie lubię listopada, ale jakimś sposobem u mnie był ostatnio wyjątkowo produktywny 🙂

    • Ja mam tak, że jak nie chce mi się ćwiczyć to przebieram się w sportowy strój i natychmiast mi się nagle magicznie zachciewa.

      • U mnie działa to tak, że czasem przychodzę, myślę, że mi się nie chce, ale i tak się przebierać w strój i wtedy już siłą rozpędu zaczynam ćwiczyć, bo głupio nie zacząć, skoro już się przebrałam 😀

        • O! to też dobre! Najlepiej to z piżamy przebierać się w sportowe ciuchy. Dzisiaj tak zrobiłam. Ale nie ma znaczenia – nadal ciężko było się zebrać.

  • A ja lubię Listopad, mam wrażenie, że więcej zrobię niż w słoneczne dni. Lubię planować i staram się znaleźć czas nie tylko na pracę, ale i przyjemności 🙂

  • Piotrek Ciaho

    Cześć. Dobry wpis i w dobrym momencie popełniony, bo wszyscy mierzymy się z tym niechcęmisię. Ja dodam jeszcze jeden prosty sposób który łatwo wykorzystać. 10 minut. Jeżeli nie chce Ci się czegoś bardzo – np zrobić treningu to powiedz sobie że zrobisz tylko 10 min a później pójdziesz leżeć. I szczerze powiem że jeszcze nigdy nie przerwałem treningu po 10 minutach:) pozdro ciaho.blogspot.com

    • Z tymi 10 minutami – najlepsza rada ever dotycząca treningów. Dziękuję!

      • Piotrek Ciaho

        Proszę bardzo, na zdrowie. Proste a działa niechybnie za każdym razem:)

  • Planowanie to podstawa jak dla mnie ! 🙂

  • O! tez lubię pracować w Cafe Nero na Puławskiej. O ile mam ze sobą słuchawki

    • Ale super! To do zobaczenia mam nadzieję 🙂
      Ja też wolę pracować w ciszy, ale na Puławskiej to oni mają taką dobrą tą playlistę, że non stop z odpalonym shazamem siedzę.