Życie pozadomowe

A Ty na ile jesteś w stanie sobie pozwolić?

W burce nie chodziłam. Not even close.

Wyjechałam na studia do innego kraju. Tam jako blondynka o niebieskich oczach, chcąc czy nie chcąc, rzucałam się w oczy, czułam na sobie wzrok mężczyzn. Zdarzało się również, że ludzie na ulicy robili sobie ze mną zdjęcia. Gwiazda po prostu. Uwaga, którą skupiano na mnie, często miło łechtała moje ego, ale najczęściej niestety na “łechtaniu” się nie kończyło…


Nie chodź sama po mieście

Bagatelizowałam sprawę, bo przecież nic złego nie mogło mi się stać w centrum miasta, gdzie otaczały mnie tysiące ludzi.
Kiedyś umówiłam się z koleżankami pod Burger Kingiem, miejscu spotkań, gdzie zawsze tłoczyło się mnóstwo ludzi. Miałyśmy iść razem do klubu. W ciągu dwóch minut czekania na nie, zaczepiło mnie trzech facetów.
– Jak masz na imię? – pyta mnie pierwszy w swoim języku.
– Przepraszam, nie mówię po turecku – odpowiedziałam.
– OK – ale koleś kontynuował.
Odsunęłam się od niego, stając w innym miejscu.
– Cześć, skąd jesteś? – zaczepia mnie drugi.
Z mojej strony milczenie.
– Proszę, daj mi swój numer.
Odsunęłam się jeszcze dalej, czując ogarniającą mnie panikę.
– Cześć, jak masz na imię? – trzeci pyta – Chcesz pójść ze mną?
Siktir git!– wycedziłam po turecku “spierdalaj”, modląc się żeby koleżanki przyszły jak najszybciej.
Czy byłam ubrana wyzywająco? Miałam na sobie trampki, długie spodnie i luźną elegancką bluzkę. Już wcześniej nauczyłam się, żeby buty na obcasie, czy biżuterię ubierać już na miejscu, żeby niepotrzebne nie prowokować hołoty na ulicy.

Zdarzało się też, że kiedy szłyśmy ulicą, mężczyźni chodzili za nami przez całą drogę od przystanku pod same drzwi domu.
Pewnego dnia, kiedy wracałam z koleżanką z imprezy, musiało nas eskortować do domu dwóch znajomych kelnerów z pobliskiej kawiarni, do której często chodziłyśmy, bo jakiś inny facet nie chciał nam dać spokoju.

Pokaż kraj z jak najlepszej strony

Do Istambułu przyjechała do mnie w odwiedziny koleżanka z Polski. Wracałyśmy z lotniska. Było już ciemno. Mój współlokator w tym czasie ciągnął 5 metrów za nami wielką walizkę koleżanki. Nagle podjechało białe, wypucowane auto z dwoma facetami w środku. Zwolnili prędkość do naszego tempa, zaczęli coś do nas mówić.
A ja przecież nie będę marnować na nich czasu.
Na cwaniaka wypaliłam coś w ich kierunku. Po czym oni odjechali, żeby stanąć 20 metrów dalej i wysiąść z auta. No i przestałam być cwana…
Przeszłyśmy natychmiast na drugą stronę ulicy i przywołałyśmy mojego współlokatora. Tamtych dwoje odjechało.

Następnego dni jakiś koleś zaczepił tę samą koleżankę, łapiąc ją za tyłek. Był tłum, dlatego nawet trudno było ogarnąć kiedy ten człowiek się pojawił, a kiedy zniknął. Miała łzy w oczach, więc uspokajałyśmy ją, choć widać było, że dziewczyna straciła humor. Tłumaczyłyśmy, że to się tutaj zdarza – w autobusach, w kolejkach – wszędzie, gdzie tylko ścisk (wiele razy na moje nieszczęście widziałam erekcję panów w środkach transportu).
W drodze na Spice Bazaar minęłam się z jakimś gościem, który wycedził do mnie nagle fuck you i poszedł dalej.
– To on złapał mnie za tyłek – krzyknęła koleżanka.
Byłyśmy już mocno zdenerwowane, przyspieszyłyśmy kroku, chcąc go jakoś zgubić. Kiedy już wydawało się, że sytuacja jest opanowana i w spokoju kupowałyśmy pamiątki na bazarze, znów mignął koło nas.
W sklepie poprosiłyśmy o pomoc. Za chwilę pojawiło się przy nas dwóch policjantów, po cywilu. Chodzili za nami przez godzinę.

Moja znajoma ze Erasmusa opowiadał mi kiedyś historię swojej współlokatorki, Turczynki. W wypchanym po brzegi autobusie, ubrana w swoją nową, kwiecistą sukienkę, nagle poczuła na swojej nodze ciepłą maź. Okazało się, że gościu sobie na nią zwalił. Było to dla niej tak przykre doświadczenie, że kiedy wróciła do domu płakała, sukienkę podarła i wyrzuciła. Już nigdy więcej nie wsiadła do żadnego publicznego środka transportu.

Kolejna sytuacja, która wydarzyła się już pod koniec mojego stypendium, kiedy wracałam z moim czarnoskórym znajomym z tureckiego wesela. Była godzina 23:00. Oczywiście ubrana elegancko, ale nie wyzywająco (nie mogłam przecież iść na wesele w jeansach i trampkach), Kunle był za to ubrany w swój odświętny ghański ‘garnitur’. Ja w mojej kwiecistej sukience (w której chodziła moja babcia, kiedy była w moim wieku) oraz Kunle w swoim zielonym garniturze w liście wyglądaliśmy zjawiskowo, w pełnym tego słowa znaczeniu. Pytaliśmy ludzi na ulicy jak dojść na metro. Oni udzielali nam wskazówek, kiedy to nagle przyczepił się do nas jakiś koleś. Zaczął coś do mnie mówić.
– Nie znam tureckiego – odpowiedziałam mu.
Koleś jednak nie dawał za wygraną, ciągle szedł za nami. Tym razem zagadywał do mojego znajomego, niby w celu pokazania nam drogi.
– Kunle, ja wiem już gdzie jestem, nie potrzebujemy go. Powiedz mu, żeby sobie poszedł. – powiedziałam znajomemu.
Na co Kunle podziękował mu grzecznie i powiedział, dokładnie to, co mu kazałam.
Chłopakowi skończyły się pomysły na to jak mnie zaczepić, po czym ścisnął mnie za tyłek i uciekł.
Zaczęłam krzyczeć. Kunle próbował mnie uspokoić, a ja jeszcze przez długi czas nie mogłam uwierzyć, że mi się to przytrafiło. Naokoło mnóstwo ludzi, a ja mimo tego zostałam napastowana przez jakieś nienasycone zwierzę, dla którego prawdopodobnie jedyną możliwości, aby dotknąć kobietę, było złapać jakąś za dupę w tłumie ludzi.

Sukienka po babci i garnitur w liście. Czyli nasz weselny outfit. Bardzo prowokujący, prawda?

 

Nawet pomimo powyższych sytuacji, nadal starałam się nie stereotypizować ani Turków ani w ogóle muzułmanów.
Wyjechałam z nastawieniem, że muszę się spodziewać wszystkiego. Wszystkiego najlepszego i wszystkiego najgorszego, że biorę wszystko na klatę.
I zgodnie z tym, zarówno najpiękniejsze jak i najgorsze chwile w życiu przeżyłam właśnie tam. To była największa przygoda mojego życia i gdybym miała to wszystko jeszcze raz powtórzyć, to nie zastanawiałabym się ani chwili i wsiadłabym w samolot tak jak stoję.
Gdybym jechała tam z nastawieniem, że będzie łatwo, że tylko motylki, sami życzliwi ludzie i różowe jednorożce, to po tych wszystkich doświadczeniach, pewnie już bym za granicę nigdy nie pojechała.

Ale później mieszkałam przecież we Francji, Japonii i muzułmańskim Bahrainie. I wiecie co? Uciekałam z tego Bahrainu, bo o mało nie zostałam tam sprzedana. Przez Polaka.

Co mnie łączy z Magdaleną Żuk

Sprawa Magdaleny Żuk bardzo mnie dotknęła, w jakiś sposób również osobiście. Jest mi jej tak szkoda, choć wcale jej przecież nie znałam. Nie do wyobrażenia jest dla mnie, co czują jej najbliżsi.
Sama 2 lata temu chciałam wyjechać do Egiptu na własną rękę. Nie dlatego, że chciałam być sama, tylko dlatego, że nikt ze znajomych nie mógł w tym czasie ze mną jechać. Bardzo potrzebowałam odpoczynku, urlopu, słońca. Ostatni semestr studiów, pisanie magisterki i zakończenie 3-letniego związku wykończyło mnie. Na szczęście wiem co dla mnie dobre, wiem co mnie cieszy i w jaki sposób najlepiej poprawić sobie humor: 3 x S, czyli Sea, Sand, Sun.
Rodzina nie chciała mnie puścić samej, dlatego moja babcia zgłosiła się jak zwykle na wolontariusza i zapowiedziała, że pojedzie ze mną. Wtedy wydawało mi się, że przesadzają, że przecież nic złego mi się nie może stać. Nie mam przecież zamiaru wynurzać nosa z hotelu.
A co, gdybym pojechała sama…?

Sprawa jej śmierci odbije się na wielu płaszczyznach.

  • ludzie zaprzestaną latać do Egipt
  • ludzie będą bali się wyjeżdżać gdziekolwiek (w parze z argumentami dotyczącymi ataków terrorystycznych)
  • na mojej osobistej płaszczyźnie, za każdym razem kiedy będę chciała gdzieś polecieć za granicę (a latam często), będę musiała odpowiadać na durne pytania typu ‘nie boisz się?’ i będę musiała się nasłuchać, jak to niebezpiecznie jest teraz gdziekolwiek jeździć.

Tam gdzie kończy się strefa komfortu

Do napisania tego postu nie zainspirowały mnie nie doświadczenia z Turcji, czy sprawa Magdaleny Żuk, ale mój wyjazd do Dubaju (o którym niedługo będę pisać. O ucieczce z Bahrainu zresztą też), oraz Martyna Wojciechowska, która wyznała, że bywała molestowana podczas swoich podróży.
Czy Martyna zaprzestała podróżować?
Nie.
Niektórych sytuacji nie unikniesz. Musisz się liczyć z trudnościami. Możesz ewentualnie spędzać wakacje na mazurach, a odmienną kulturę poznawać na górnym śląsku.

Joanna Pachla z wyrwanezkontekstu.pl (chwała Ci za ten tekst!) przedstawiła swój punkt widzenia, dotyczący nagonki komentatorów sprawy Magdaleny Żuk. Zgadzam się z nią w 100%, jestem za wychodzeniem spoza własnej strefy komfortu.

Ale! Z głową.

Pakowanie się w paszczę lwa (tu: piękna dziewczyna samotnie w Egipcie) do racjonalnych nie należy.
Po kraju muzułmańskim, jakim są Emiraty, spodziewałam się podobnych doświadczeń jak z Turcji. Jednak poczytałam internety i zdecydowałam się kupić bilety.
Nikt mnie tam nie napastował, nie macał za tyłek, wręcz przeciwnie – doświadczyłam mnóstwo uśmiechu i życzliwości, choć w burce nie chodziłam (not even close). A przecież to kraj muzułmański.
Moja bardzo atrakcyjna znajoma czuła się niekomfortowo z wbitym w siebie wzrokiem przechodniów.
– Serio? Ja bym się cieszyła. Zacznę się martwić, jak przestaną się na mnie patrzeć – skwitowała inna znajoma.

W burce nie chodziłam. Not even close.

Mój strój dzienny w Emiratach. Na wakacjach z Fabiosławem i koleżanką.

 

Wszystko zależy od nastawienia, od tego ile jesteś w stanie znieść i na ile jesteś w stanie sobie pozwolić.
Dla kogoś utkwiony wzrok płci przeciwnej będzie ekscytował i podnosił poziom ego, będzie świetną okazją do wyleczenia się z kompleksów.
Dla kogoś innego będzie jak mentalna penetracja.
Na klepnięcie w tyłek jedna machnie ręką, druga przepłacze całą noc.
Dlatego.
Niech im sobie będą te wszelkie rytuały, wyznania, państwa bardziej i mniej przestrzegających praw kobiet, jakichkolwiek praw. Możemy walczyć o pokój na świecie, protestować, zapobiegać, zmieniać świat. Ale na poziomie zwyczajnego Kowalskiego, po prostu nie pakujmy się w coś, co może mieć w skutkach dożywotnie wizyty u psychoterapeuty, zaginięcie, paniczne, ale jednak poparte racjonalnymi argumentami zamartwianie się bliskich, a nawet śmierć.
Przemyśl to 2 razy zanim wyjedziesz na wakacje/Erasmusa/do pracy do innego kraju, zrób research, popytaj znajomych. Być może nie będziesz w stanie znieść innej mentalności i kultury. Zamiast się wyluzować, tylko się umęczysz, nabawisz się uprzedzeń, a nie daj Boże jeszcze traum.

A na Górnym Śląsku też podobno jest fajnie.

Na koniec zdjęcie, które oddaje więcej niż tysiąc słów.

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like