Życie pozadomowe

Najbardziej motywujący tekst, jaki przeczytasz w tym roku.

Inspitujący

Z Bla Bla Car korzystam już bardzo długo. Tak długo, że kiedy zaczynałam, nazywał się on jeszcze covoiturage.fr.
Oczywiście najpierw musiałam się nasłuchać mądrości ludowych i pytań ‘od serca’ typu:

– Nie boisz się tak z obcymi ludźmi?
Albo:
– To taki trochę autostop?
No, trochę nie.

Pewnego dnia zgarniam jednego chłopaka spod wcześniej umówionego miejsca. Kiedy wymieniliśmy się już wszystkimi grzecznościowymi formułkami i omówiliśmy wszystkie stany pogody od początku wakacji, w końcu  zaczęliśmy rozmawiać normalnie.
Chociaż słowo “normalnie” nie jest tu na miejscu, bo chłopak tak mnie zainspirował, że własnie napisałam swój najdłuższy post na blogu.

To tak tytułem wstępu. Najlepsze dopiero przed Tobą! Czytaj dalej. 

Zaczął opowiadać jak pewnego razu, siedział w domu i miał doła. Postanowił, że nie chce w ten sposób strwonić całego dnia.
Co zrobił? Standart – wszedł na facebooka.
Z tą różnicą, że chłopak nie spędził reszty dnia na scrollowaniu ściany fejsa, ale wpadł na pomysł, żeby powiedzieć przypadkowej osobie coś miłego. Podkreślił również fakt, że w tym czasie nie chciał zaczynać ani żadnych poważniejszych relacji, ani przygód. Wiedział, że teraz nie jest na to czas. Później Wam wyjaśnię dlaczego.

Na jednej z grup podróżniczych zobaczył wpis pewnej dziewczyny.
Wysłał do niej wiadomość prywatną pełną komplementów na temat jej wyglądu (oprócz tego nic o niej przecież nie wiedział). Chciał po prostu, żeby dzięki jego wiadomości komuś zrobiło się miło. Na koniec dodał powód, dla którego do niej napisał i zakończył zapewnieniem, że nie jest żadnym stalkerem, żeby o nic się nie martwiła, bo nie będzie do niej pisać.
Dziewczyna odpowiedziała, że takich wiadomości to ona dziennie dostaje na pęczki. Na żadną nigdy nie reagowała, aż do tego momentu. Spodobał jej się sposób w jaki do niej napisał, to że nie próbował jej poderwać, jak inni, jakimiś tanimi komplementami i niczego od niej nie oczekiwał
Zaczęli rozmawiać. Trwało to tydzień.

– W którymś momencie pomyślałem- opowiada mi dalej – że ja nie mogę w przyszłości przyznać przed moimi dziećmi, że poznałem ich matkę przez internet!
– Daj spokój! – pocieszam go – to już nie te czasy, żeby się tym martwić. Teraz połowa ludzi poznaje się przez internet! Jeśli mam cię pocieszyć to ja swojego chłopaka poznałam na tinderze. Mieszkamy razem od pół roku i jest super ekstra. Łamiemy konwenanse i dzięki nam świat idzie do przodu. Nie masz się czym przejmować!
– Ale słuchaj co zrobiłem! – opowiada mi dalej – Po tygodniu pisania ze sobą na fejsie powiedziałem jej, że jeśli chce kontynuować tę znajomość, możemy wysyłać do siebie listy.
–  W sensie maile?
– Nie! Normalne listy, wiesz, z kopertą, znaczkiem.
– Jakiś kosmos.
– Powiedziałem jej, żeby podała mi adres swojej poczty, że tam będę je wysyłać. Nie chciałem, żeby podawała mi adres swojego domu. Jeśli nie będzie chciała tego kontynuować, po prostu przestanie przychodzić na pocztę i nie będzie się musiała martwić, że będę ją nękał, bo znam jej adres.

Po pół roku tradycyjnej korespondencji spotkali się, a ich pierwsza randka trwała 8 godzin. Umówili się na kolejną, na której przyznała, że zanim go spotkała, chodziła na dziesiątki pierwszych randek, ale nigdy z nikim nie była na drugiej.

– I tak to trwa już od 1,5 roku. – zakończył.
– Wydaje mi się, że chyba teraz już masz co opowiadać swoim dzieciom, co?

Uśmiechnął się.

To nie koniec. Zaczął mi opowiadać o kolejnym swoim zrywie.

– 2 lata temu postanowiłem zrobić coś, co będę fajnie wspominać, coś niezwykłego, coś o czym będzie można opowiadać… – zaczął.
– … Twoim dzieciom? – przerwałam mu.
– Tak, tak- zaśmiał się – i kierowcom bla bla cara.

Otóż, chłopak wybrał się autostopem po Polsce.
Cóż w tym takiego nadzwyczajnego, pomyślisz. I to po Polsce…
On się wybrał w dwutygodniową podróż po Polsce bez telefonu i bez pieniędzy.
Mało porywające?
On się wybrał w dwutygodniową podróż po Polsce bez telefonu, bez pieniędzy i w środku zimy. 

– Przecież to jest najgorszy możliwy scenariusz podróżniczy, jaki mógłby mi się zdarzyć kiedykolwiek. I to w Polsce! Ja rozumiem gubić się w środku lata gdzieś pod gajami oliwnymi w Andaluzji, czy Calabrii. Nie mieć telefonu i poznawać kulturę innego kraju, totalnie się w nią wtapiając. Ale w takich okolicznościach?! Opowiadaj!

No i opowiadał jak to pełna niepokoju babcia dała mu przed wyjazdem 100 złotych na tę podróż.
– Zgadnij co z nimi zrobiłem. – zapytał.
– Spaliłeś! Jak Alexander Supertrump z “Into the Wild”! – aż sama się zajarałam.
– Nie. Dałem pierwszej osobie która zabrała mnie ze sobą na stopa.
– O Panie, ale dobra karma!
– Prawda?
– No dobra, no to co jadłeś? Gdzie spałeś?
– Mówiłem ludziom, że podróżuję bez telefonu i bez pieniędzy i oni sami, bez mojego proszenia, dawali mi jedzenie. Sypiałem u znajomych, którzy mi gotowali. Jak byłem w większym mieście zachodziłem do hoteli i pytałem, czy mógłbym na moment skorzystać z komputera gdzie wchodziłem na fejsa i pytałem, kto z moich znajomych mógłby mnie przenocować. – opowiadał – Ale nie zawsze było tak kolorowo…
Pewnej nocy wylądowałem na jakiejś małej wsi pośrodku niczego. Było już bardzo późno, a ja siedziałem na przystanku, na którym tego dnia nie miały pojawić się już żadne autobusy. Zero aut. Środek zimy. Wiedziałem, że jak tu zostanę i zasnę to zamarznę.
Zacząłem pukać do drzwi domów. Za trzecim razem otworzyło mi drzwi starsze małżeństwo. O nic nie pytali, nakarmili bigosem, dali czystej pościeli i łóżko.

Jechałam tą S8 moim miniaturowym autem i nie wierzyłam, że będzie mi dane słuchać takich historii.

Opowiadał jak wylądował na dworcu w Gdańsku. Zapowiadało się, że noc spędzi na pośród bezdomnych. Z jednym nawet nawiązał rozmowę. Przegadali tak północy podczas której bezdomny opowiedział mu historię swojego życia, po czym zaproponował, że może go przenocować tam gdzie nocują inni, w domyśle, bezdomni. “Spokojnie, nie ma wesz” – zapewnił.
Poszli tam, ale bardzo szybko wrócili na dworzec, który nagle wydał się chłopakowi przytulnym, luksusowym miejscem do spania.
Bezdomnemu zrobiło się chłopaka szkoda. Musiał go jakoś wspomóc. Wyciągnął z kieszeni 40 złotych, dał mu 20. Chłopak oczywiście odmówił, nie mógł go przecież pozbawić połowy dorobku jego życia.
– Na drugi dzień to samo. Ten sam Gdańsk, ten sam dworzec. – kontynuuje opowieść. – Z tym, że już nie bezdomny. Usiadła koło mnie pewna dziewczyna. Odsunąłem się od niej na bezpieczną odległość, bo nie kąpałem się już od dwóch dni, a nie potrafię nie rozmawiać z ludźmi. Okazało się, że spóźniła się na pociąg, a kolejny miała za dwie godziny. Po tych dwóch godzinach, które przegadaliśmy skończyło się na tym, że dziewczyna zapytała czy chcę z nią jechać i zaproponowała, że kupi mi bilet. Do Poznania pojechaliśmy razem.

Fajnie, nie? Chłopak zdecydowanie ma co opowiadać dzieciom.

A co jak Ci powiem, że wcale nie tak fajnie?

Ten sam chłopak choruje na depresję.

Jego schorzenie ma swoją specjalistyczną nazwę, której sobie teraz nie przypomnę. W każdym razie ta choroba polega na tym, że jego organizm produkuje zbyt dużą dawkę endorfin i dopaminy. Opowiadał o tym, że potrafił tygodniami czuć się jakby nieustannie aplikował sobie amfetaminę.
Wszystko fajnie pięknie, tylko miało to też swoją ciemną stronę.
Otóż, zaraz po takim haju narkotykowym, który samoistnie wytwarzał jego organizm, chłopak miewał tygodnie totalnych zjazdów, dołów i depresji. Czyli tak jak to zazwyczaj bywa po zażywaniu narkotyków. I tak w kółko. Właśnie dlatego wzbraniał się przez jakimikolwiek relacjami, wiedział, że najpierw musi zadbać o swój stan zdrowia, żeby nie musieć nim nikogo obarczać. Właśnie dlatego wolał pisać listy niż spotykać się w realu. Musiał przerwać studia, zaczął się leczyć. Nadal bierze leki.

Tutaj muszę trochę zmienić temat, ale nie do końca…

Ostatnio dotarła do mnie smutna wiadomość, o tym, że zmarł młody chłopak, którego poznałam na studiach. Chłopak, który:

-W 2010 r. został Mistrzem Polski w pchnięciu kulą i wicemistrzem w rzucie dyskiem.
-Współpracował m.in. z Samorządem Studenckim, sekcją salsy i Stowarzyszeniem Absolwentów WSB.
-Był koordynatorem Centrum ds. Wielkiej Zbiórki na Dobry Cel.
-Współprowadził projekt „Aktywacja osób niepełnosprawnych za pomocą rowerów integracyjnych”
-Założył fundację “Dobry cel”,
-Jeździł autostopem po Indiach, w ramach projektu “Wyjazd bez barier”

Nieźle co?
A jak dodam, że ten sam chłopak urodził się z porażeniem mózgowym, miał problemy z mówieniem i jeździł na wózku?

A ja Ci powiem, że chłopak w ciągu 26 lat swojego życia osiągnął więcej niż normalny zdrowy człowiek w ciągu całego swojego życia. I założę się, że jego bliscy, będą w stanie lepiej poradzić sobie z tą tragedią, bo mają świadomość, że ich syn/brat PRZEŻYŁ swoje życie najlepiej jak mógł, brał z niego garściami, choć przecież tak okrutnie zadrwiło z niego już w momencie jego narodzin.

A teraz kilka pytań pomocniczych:

Czy świadomość tego, że masz dwie ręce, dwie nogi i czystą głowę, przypadkiem Cię nie gubi? Czy w swoim wygodnym kanapowym bezruchu nie stajesz się przypadkiem niepełnosprawny? Czy uzależnienie od telewizji i internetu nie upośledza Twoich komórek mózgowych, w taki sposób że przestajesz samodzielnie myśleć?
Czy powtarzalność każdego twojego dnia i strach przed podejmowaniem nowych wyzwań nie generuje w Tobie depresji?
Czy aby przypadkiem w tym swoim “zdrowym” życiu, nie tracisz zdolności PRZEŻYWANIA życia?
Czy przypadkiem nie tracisz tylko i wyłącznie dlatego, że na loterii genów dostałeś zdrowie i masz je za taki pewnik, że uważasz, że najcenniejsze i najpiękniejsze masz dopiero przed sobą? Czy nie tracisz doświadczania życia tylko dlatego, że przecież “masz jeszcze na to czas”, albo że uważasz,  że jest Ci to zagwarantowane, po prostu Ci się to należy?

Nie mam zamiaru bawić się tutaj w coucha, mówcę motywującego, albo zgrywać samozwańczej wszystkowiedzącej blogerki. Nie powiem Ci, że jesteś zwycięzcą. Nie powiem, że możesz wszystko. Ja tylko, jak krowie na rowie, na przykładach udowadniam Ci, że się da, a inspirujący ludzie są wszędzie: na dworcach w Gdańsku, na facebooku, w czterech ścianach pokoju, na wsiach pośrodku niczego, na wózkach inwalidzkich.
Ci, którym życie najbardziej dało w dupę, wyciskają z niego najwięcej jak się da, a ci, którzy mają najmniej, zawsze mają najwięcej do ofiarowania.

A Ty nadal będziesz siedział na swoim zdrowym tyłku, przeglądając facebooka i pisał, że Ty przecież mógłbyś wszystko…

tylko Cię nie stać.

Masz rację, po prostu Cię na to nie stać.

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like