Nic co ślubne nie jest mi obce

“Najlepszy” didżej w mieście

Najlepszy didżej

– To po kościele pośpiewa nam Pani jeszcze na weselu? – dzwoni do mnie Młody rano, przez ślubem. 
– Ale… ja… nie wiedziałam, że mam jeszcze śpiewać na weselu, nie jestem przygotowana… – zaczęłam jąkać się do telefonu i niemal od razu wymyka mi się zdanie, którego będę żałować przez kolejne 10 godzin – Oczywiście! Żaden problem, mogę dla Was pośpiewać.

Jak na “profesjonalną” wokalistkę przystało, godzinę przez wyjściem z domu, ściągnęłam z internetu kilka podkładów. Przesłuchałam je raz, żeby tylko sprawdzić, czy w żadnym momencie się nie zacinają i miałam cichą nadzieję, że zjem weselny obiad, pośpiewam pół godziny i wrócę do dzierżenia kubka kakao, zakopana w koc.
Jaka ja byłam naiwna…

Godzina 16:00.
Marsz weselny wybrzmiewa, a do kościoła zamiast Panny Młodej wchodzą druhenki ubrane w długie czerwone suknie. Na końcu ONA. Przepiękna, dostojna, zestresowana.
Mąż pomógł jej usiąść na krześle przed ołtarzem.
Ale jak on ją prowadził do tego krzesła! Jak on na nią patrzył! Jak ją delikatnie obejmował! Muszę przyznać, że był to moment, w którym na prawdę się wzruszyłam. Stwierdziłam też, że chyba muszę skończyć z tą robotą, bo z wiekiem wzruszam się coraz częściej, a chlipanie podczas śpiewania psalmu do pożądanych nie należy.
Za Allelujah (tak, tego ze Shreka) dostałam owacje, a przy “Ave Maria” Shuberta Pani Młoda podobno płakała (chociaż ja tego nie widziałam, bo w tym czasie walczyłam z psującym mi się mikrofonem).

Ślub w kościele zaliczam do udanych.

Godzina 17:00
Na sali weselnej już czekał didżej, bardzo popularny w moich terenach.
– Dużo o tobie słyszałam, nawet raz trafiłam na imprezę z twoim udziałem, ale nigdy nie mieliśmy okazji razem współpracować. – przywitałam się nad wyrost.
– No rzeczywiście. Pewnie dużo złych rzeczy o mnie słyszałaś, bo w tej branży nikt mnie nie lubi. – odpowiedział.
Sprawiał wrażenie bardzo sympatycznego i kontaktowego, a jak czuję się miło w czyimś towarzystwie, to też staram się żeby komuś było miło w moim.
– No wiesz, jak ma się dużo zleceń, to zazwyczaj nie jest się darzonym sympatią wśród konkurencji. – odpowiedziałam przekornie chyba nawet go przy tym komplementując.
– A właśnie mi się przypomniało! Ty jesteś tym didżejem, który robi też zdjęcia, nie?
-Nie! Ja? Skądże! – obruszył się nie na żarty. – Wiem, że niektórzy didżeje tak robią, ale na pewno nie ja.

Było to niestety wesele pół-Niemieckie. “Niestety”, bo uwierz mi, nie chciałbyś być gościem na niemieckim weselu, chociaż Niemców bardzo lubię.
Po pierwsze zaczęło się od tego, że Młodzi zaraz po kościele pojechali na sesję zdjęciową. W związku z tym goście ponad godzinę czekali pod domem weselnym zanim z niej wrócą.
No trudno. Zdarza się, ale nastroje gości były jak najbardziej  do odratowania. Wszystko pozostawało w rękach didżeja.
Niestety, był to początek szeregu niespodziewanych, dziwnych akcji.

Konsternacja nr 1.

Goście wchodzą na salę, na której czeka szampan, kelnerki i… totalna cisza.
Ludzie ani nie wiedzieli gdzie stanąć, ani co zrobić, nawet szampana bali się wziąć do ręki. Nie wiadomo o co chodzi.
Patrzę na to i się nadziwić nie mogę. Przecież to jest wesele! Sam początek! Tu ma być pompa! Radosne przywitanie gości, których zadaniem nie jest zastanawianie się, czy to na tej sali odbywa się wesele, czy można wejść i co ze sobą zrobić, ale chwycić za szampana, ustawić się w odpowiednim miejscu i czekać ładnie na wielkie wejście Pary Młodej.
Zamiast tego Didżej odezwał się dopiero wtedy, kiedy ktoś z obsługi kazał mu powiedzieć, żeby powiedział gdzie goście mają stanąć, a muzykę włączył dopiero kiedy Młodzi wchodzili już na salę.

Konsternacja nr 2

Po zjedzonym obiedzie, powinien odbyć się pierwszy taniec. Zamiast tego, goście czekali kolejną godzinę, bo didżejowi ciężko było zasugerować Młodym: “Słuchajcie, zróbmy szybko pierwszy taniec, a później róbta co chceta, bo jak teraz nie rozpoczniemy zabawy to nam to wesele umrze.”
No i nie powiedział.
Goście zaczęli się gdzieś rozchodzić po kątach. A ja tylko stałam z boku z szefem kuchni i patrzyłam co tu się wyrabia.
A gdzie w tym czasie był didżej?
Robił zdjęcia Młodym (bo przecież on nie z tych).

Konsternacja nr 3

Umówiłam się z didżejem, że zaśpiewam dla Młodych w drugim secie, żeby szybko zrobić swoje i wrócić do domu. Wydawało mi się, że wszystko było dogadane i tylko wypatrywałam o tajny znak-sygnał od didżeja. W którymś momencie słyszę, że rozpoczął zabawę beze mnie. Miałam śpiewać w formie niespodzianki dla gości, więc opcja ‘z buta wjeżdżam’ w ogóle nie kwalifikowała się do czynu.
Musiałam czekać kolejną godzinę, aby w końcu móc zaśpiewać.

Konsternacja nr 4.

Kiedy musiałam przypomnieć “doświadczonemu i obeznanemu w klimatach weselnych” didżejowi (już niestety w trakcie puszczonej piosenki), żeby powiedział kilka słów i zaprosił wszystkich tańca. Tak, aby dać ludziom znać, że właśnie oto skończyła się przerwa i teraz tańczymy, bo zarówno w przerwach jak podczas zabawy puszczał piosenki w podobnym repertuarze, jedynie głośniej lub ciszej.

Konsternacja nr 5

Kiedy zaczęła się gadka o pieniądzach. Ile to bierze on, ile to bierze fotograf, kamerzyści, ile biorę ja i dlaczego tak mało.
Później chciałam się utwierdzić, czy to prawda i każdego z osobna zapytałam, jaką mają stawkę. Oczywiście ceny, o jakich mówił mi didżej należało podzielić przez dwa.

Konsternacja nr 6

Kiedy Młodzi kroili tort, a didżej walnął tekstem: “Pani Młoda kroi, a Pan Młody ją dociska”.

 

Czy ja się czepiam? Być może. Ale tekst by nie powstał, gdyby jego samozachwyt szedł ramię w ramię z jakością jego usług. Nie mam nic do pewnych siebie ludzi, ale po tym jak nasłuchałam się opowieści ile to on imprez gra, jak drogi ma sprzęt i jakim to jest wykształconym muzykiem i multiinstrumentalistą, spodziewałam się, że powali mnie na kolana.

Zamiast tego przekonałam się:
a) dlaczego go nikt w tej branży nie lubi,
b) że wesele bez discopolo nie oznacza wesela na poziomie, jeśli didżej/wodzirej tego poziomu nie trzyma,
c) że śpiewam w super zespole weselnym, w którym wszystko jest tak, jak być powinno,
d) jak ważny jest PR i legenda, jaką sam wytworzysz wokół siebie (didżej był tak przekonujący, kiedy mówił mi jaki jest super ekstra, że mu uwierzyłam).

Ale sobie ulżyłam, co?
Aż się sama sobą zainspirowałam i wymyśliłam pomysł na kolejny tekst:  “Jakich zespołów weselnych/didżejów nie brać na wesele”.

Zdjęcie pochodzi z pixabay.com

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like