Lubię to

“Narratologia” Pawła Tkaczyka jako remedium na złe książki o pisaniu

NarratologiaNarratologia była miłą odtrutką na poprzednie niewypały, pomimo, że książki dobieram jak facetów – powoli i uważnie. I jeśli zaczęłam, muszę skończyć. Książki oczywiście.

Znalazłam się w obszarze poszerzania wiedzy dotyczącej pisania. Zaczęłam od „Bird by bird” Annie Lamott, która umęczyła mnie jak mało która. Być może jej fabuła jest ciekawa, wiedza przydatna, ale czytanie po angielsku nie sprawia mi żadnej przyjemności mimo tego, że na co dzień częściej posługuję się angielskim niż polskim.
Jest dobrze! W końcu! – moja reakacja na pierwszych kilka stron nowej książki Pawła Tkaczyka pt. Narratologia.

Nie białą okładką człowiek żyje

Bałam się Narratologii. Biała okładka prognozowała profesjonalne porady dla branżowców od marketingu, a tego nie chciałam.
Przeczytałam kilka pierwszych zdań i wiedziałam już, że tym razem nie będę przeliczać stron do zakończenia. Oprawa ksiażki szybko okazała się być tylko przykrywką do całej palety barw, emocji i odcieni krwi (!) z jaką przyszło mi się  zmierzyć podczas jej czytania.
Paweł Tkaczyk jak specjalista od anatomii rozkłada na czynniki pierwsze wszystko, co możemy podpiąć pod hasło „dobra opowieść”. Daje wręcz gotowe recepty na to jakich narzędzi użyć, aby wzbudzić konkretne emocje u odbiorcy.

No właśnie. Emocje.

Po co nam emocje?

Zdziwienie – kiedy nasze oczy otwierają się szeroko i zaczynamy chłonąć otoczenie wszystkimi zmysłami – wyłącza „tryb autopilota” w mózgu i każe nam zacząć zastanawiać się nad odpowiednią reakcją. Strach motywuje nas do ucieczki, a gniew odwrotnie – walki. Podążanie za rzeczami przyjemnymi ma nam przedłużyć życie, obrzydzenie to nasz biologiczny instynkt, który krzyczy „trzymaj się od tego z daleka”. Z kolei smutek ma zapewnić spowolnienie, które jest potrzebne, by poradzić sobie z gwałtowną zmianą w naszym otoczeniu.

Niby oczywiste, a jednak daje do myślenia.
Dlatego autor podaje jak na dłoni jedną z rad:

„Jeżeli zatem chcesz opowiadać dobre historie, musisz umieścić w nich porządny ładunek emocjonalny. Najlepiej na samym początku – właśnie po to by zdobyć uwagę widowni.

A to dopiero początek „narratologicznych” smaczków.
Paweł Tkaczyk napisał “Narratologię” jak dobry kryminał. Zapewnia nagłe zwroty akcji, żonglując miedzy badaniami naukowców, bajkami i aukcjami z Allegro. Być może brzmi to całkiem niepozornie, ale zapewniam – na bajkę o Czerwonym Kapturku już nigdy więcej nie spojrzysz w taki sam sposób.


“Spraw by mnie to obchodziło” 
– Andrew Stanton, reżyser
i scenarzysta Pixara.

Na pewno przydatną dla wszystkich piszących i prezentujących jest technika „odśmiechiwania widowni”, a także kwestia konstruowania obrazów, którą Tkaczyk szczegółowo omawia. Jedną takich rad, którą ja na pewno wezmę sobie do serca i będę stosować zanim coś wyjdzie spod mojej klawiatury będzie:

Po co miałaby istnieć [opowieść]. Chcesz ludzi czegoś nauczyć? (…) Bo jeśli  zamierzasz opowiedzieć o sobie… czeka Cię kolejne trudne pytanie. Dlaczego mieliby słuchać?

Narratologia to pozycja ze spora dawka wiedzy dla marketingowców.
Być może spodziewałam się więcej, jeśli chodzi o podejście do blogowania, o co książka jedynie się ociera, ale ze smaczków i technik pisarskich można czerpać dowoli.

Paweł Tkaczyk wiedział co robił. Od książki na pewno łatwo się nie oderwiesz, bo jest to zbiór mega fajnych porad podanych w formie ciekawostek. Kto nie lubi czytać ciekawostek?! 

P.S. Upewnij się, że niczego nie jesz podczas czytania o Czerwonym Kapturku.

Polecam,

Gosia Filiczkowska

*wszystkie cytaty pochodzą z Narratologii.

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like