Żyć muzyką nie umrzeć z głodu

Po co blondynki z Polski jeżdżą do arabskich krajów?

Po co blondynki z Polski jeżdżą do arabskich krajów?

follow link Ten moment kiedy uszy zatyka Ci ciśnienie i przez chwilę boisz się, że ta cisza w Twojej głowie zwiastuje wyłączenie silników, brak władzy nad maszyną i rychłą katastrofę samolotu.
buy tastylia Ta cisza.
click here W żyłach czujesz gotującą się krew, która roznosi się na uda i nadgarstki.
A potem bezwiednie przełykasz ślinę i odzyskujesz zbawienny hałas w głowie.
Wtedy po raz kolejny uświadamiasz sobie jak bardzo nie chcesz jeszcze umierać, jak jeszcze wiele masz do zrobienia. Jak, cholera, fajnie jest żyć.

Mam te moc, która sprawia, że łatwo przystosowuje się do nowych warunków. I choć może się to wydawać pozytywną cechą, uważam to za moje przekleństwo. Czasem bardzo staram się pozostać tą sama osoba, która wyszła z domu z tymi wszystkimi obawami, własną strefą komfortu i bezwzględnością.
Ale to mnie dopada, zawsze.
Przekraczam bramki na lotnisku tak, jakbym przekraczała inny wymiar, choć pewnie bardziej przypomina to po prostu wchodzenie w kolejny etap życia.
Niby wiesz kim jesteś, z jakiego domu wyszłaś i jak ciężka walizkę dzierżyłaś w dłoni, ale nieoczekiwanie następuje przejście do tego innego świata.
Choć fizycznie nadal wyglądasz tak samo, dzierżysz ten sam ciężar w dłoni, to jednak stajesz się inną osoba.
I wkurza Cię to! Całe życie przecież zajęło Ci, aby dojść do momentu, w którym  jesteś teraz, bo przecież jesteś sumą swoich poprzednich decyzji, ludzi, którymi się otaczałeś i książek, które przeczytałeś. A te 2 ostatnie akurat nie bez powodu wybieram ostrożnie.

Ale Ty już nigdy nie będziesz chciała wrócić do poprzedniego stanu. Nie będziesz też chciała odebrać sobie tego obecnego.
I z tymi zmiennymi stanami musisz się nauczyć żyć.
Niezmiennie.

Po co one tam jeżdżo?!

Ano śpiewać jeżdżo.
Dostałyśmy z Magdą 3-miesięczny kontrakt muzyczny jako duet w jednym z hoteli w Abu Dhabi.

“- Nie sprzedali Cię tam za wielbłądy?”

Nie, wielbłądów to ja tu jeszcze nie widziałam, you genius.
W skrócie wygląda to tak: pokój ok, jedzenie okropne, pogoda cudowna, praca w porządku, ludzie inni.
No to lecimy od początku:

Pokój ok.

Mieszkamy na 12 piętrze jednego z abudhabijskich wieżowców, który mieści się w jebitnym centrum miasta. Wszystko ładnie pięknie, ale minusem jest to, że Abu Dhabi żyje przede wszystkim w nocy. Muzyka z pobliskich klubów dudni więc po wszystkich piętrach, a okna mamy totalnie nieszczelne.
Już do kanonu naszych tekstów weszło:
“- Weź sprawdź czy mamy otwarte czy zamknięte okno.”
No ale nie narzekam, idzie się przyzwyczaić, a ja jestem stanie się wyłączyć #medytacja.

W jednym pracujemy, w drugim mieszkamy

 

Jedzenie okropne

O rany! Biję się w pierś, że narzekałam na hinduskie jedzenie jakie serwowano nam na kontrakcie w Bahrainie. Teraz mamy hinduskie jedzenie w postaci: ogórka z pomidorem (zawsze), zupy (wodzianki raczej), ryżu (no jakże by inaczej), ryby (w tłustych panierkach) i mięsa we wszystkich możliwych postaciach (na ostro. I niech nie podniecają się Ci, co tak lubią, bo ja też lubię na ostro, a to jest hindusko ostro, więc poza wszelkimi normami). Oprócz tego ogórka z pomidorem nie ma żadnych warzyw. Podobno są one tutaj bardzo drogie #życienapustyni.
I to by było tyle jeśli chodzi o mój wegetarianizm, bo mam do wyboru tylko dwie opcje:
a) nie będę jeść mięsa = będę jeść wodzianki i ryż z pomidorem i ogórkiem = będę chodzić głodna
b) będę się zdrowo odżywiać… w restauracjach, gdzie kawa kosztuje najmniej 20 zł, a piwo 35 zł = nie przywiozę żadnych pieniędzy z tego kontraktu.

I nie, nie mam kuchni, co by sobie samej coś przyrządzać.
I to jest straszne. Na szczęście krótkotrwałe.

Pogoda cudowna

 

Tak! Idealna!
Przed wyjazdem dostałyśmy polecenie, żeby wziąć jakieś ciepłe rzeczy, bo luty potrafi być zimny (zimny, czyli temperatura spada do 20 stopni). Po czym okazało się, że jak tylko przyjechałyśmy, zrobiło się lato. Także tyle z mojej zimy, z czego cieszę się najbardziej na świecie.

Praca w porządku

W kontrakcie mamy 4 występy po 45 minut z jednym dniem wolnym. W praktyce natomiast wygląda to tak, że jeszcze nie zdarzyło nam się tyle grać. Oprócz tego dochodzi karaoke night, gdzie nie śpiewamy, a jedynie rezydujemy i piątkowy brunch, podczas którego można grać spokojniejsze sety (no i zjeść coś bardziej sensownego niż hinduskie żarcie).
Sprzęt nam dobrze gra, a to duży plus po tym, co ze sprzętem przeżyłyśmy na Malediwach.

No właśnie! Ja tu o Abu Dhabi, a przecież jeszcze dobrze się nie rozkręciłam z wpisami o Malediwach.
Ale wszystko w swoim czasie, a mam go tutaj dużo. To jest też plus wyjeżdżania na kontrakty – pracę zaczynam o 21:30 (budzik nastawiam na 20:00). O ile wstanę wcześnie, mam cały dzień dla siebie. Dla mnie póki co jest to idealna opcja funkcjonowania w tym świecie.

Dostałyśmy też cała rozpiskę tego, czego nam w pracy nie wolno. I tak:
– nie wolno nam podawać klientom ręki
– nie wolno z nimi siedzieć i rozmawiać przy stoliku
– nie wolno nam przyjmować prezentów od gości
– nie wolno nam pić w pracy (to akurat nowość. Na tego typu kontraktach to nawet do tego zachęcają, bo wtedy klub na tym zarabia, goście się cieszą a i nam lepiej się gra i śpiewa po tym jednym szocie).

Warto jeszcze wspomnieć, że oczywiście już pierwszego dnia hotel chciał zatrzymać nasze paszporty. Na szczęście Gosia nauczona doświadczeniem okazała swój stanowczy sprzeciw i temat ze strony hotelu został zakończony.
Pamiętajcie! Nikt nie ma prawa zabierać Wam paszportu. W żadnym hotelu, na żadnych wakacjach, w żadnej zagranicznej pracy. Paszport to nawet nie jest Twoja własność, a własność państwowa, a Ty tym dokumentem jedynie się posługujesz.
Warto mieć tego świadomość.

Cieszę się, że na scenie mogę wyglądać jak chcę i śpiewać co chcę, mogę spotykać się z kim chcę i wychodzić z hotelu kiedy mi się podoba (a to na kontraktach takie oczywiste również nie jest).

Ludzie inni

Tytuł mocno eufemistyczny, bo nie lubię źle wypowiadać się o ludziach. Może mam takie poczucie przez pryzmat tego, co przeżyłam na Malediwach – gościnność w czystej postaci, ludzką życzliwość i niewymuszony uśmiech każdego dnia.

Tutaj, Panie, zapomnij! Już wiedziałyśmy z czym to się je, kiedy odbierało nas z lotniska dwóch chłopa. My załadowane po sam kran, ale żaden nie domyślił się, aby nam pomóc popchać wózek z tymi 35 kilogramami.
Oprócz tego manager restauracji siarczyście dał nam znać, żebyśmy wynosiły za sobą zużyte naczynia, a w kafeterii na zmianę dostajemy opieprz to raz za to, że niczego nam nie wolno ruszać bez pozwolenia, a to za to, że tu jest samoobsługa i nikt nam kawy pod nos nie będzie przynosił.
Jeśli spotykam na swojej drodze uśmiech, to mocno wymuszony. Ludzie nie mają tutaj takiego nawyku. Każdy tu pilnuje swojego interesu. Klimat tu panuje mocno kapitalistyczny, wszyscy nastawieni są na kasę.
Zresztą nie ma się co dziwić – Ci, którzy szukają wrażeń, udają się do Dubaju. Do Abu Dhabi natomiast nie jeździ się w celach turystycznych, a raczej biznesowych.
Specyficzne środowisko.

Mamy tutaj znajomych, bo Magda już była na kontrakcie w Abu Dhabi. Mieszka i pracuje tu też Mathias, Francuz, którego poznałam 6 lat temu na Erazmusie w Turcji. To on mnie tu wdraża w tajniki życia w Emiratach.

W praktyce jednak wygląda to tak, że siedzę w hotelu, uczę się nowych piosenek, śpię i jem. Na zewnątrz byłam może ze 3 razy. Zaliczyłam też Mc Donalda, beaching i siłownię.

Pinapple Towers

To tak na razie w skrócie, żeby było wiadomo, że żyję, mam się dobrze i jeszcze nie zostałam sprzedana za te wielbłądy. A tak w ogóle to:

 

Polecam i uspokajam,

Gosia Filiczkowska

 

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like