Życie pozadomowe

Moje największe przekleństwo

świadoma

Kiedyś przyśnił mi się taki krótki dialog:

“- Po czym poznać, że człowiek jest inteligentny?
– Po tym, że zadaje pytania.”

Nie wiem czy gdzieś to przeczytałam, usłyszałam, wymyśliłam, ale przyszło do mnie we śnie i muszę przyznać, że ma w sobie sens. Ilekroć uczestniczyłam w kursach psychologii, czy asertywności, podkreślano fakt, że nie udzielanie odpowiedzi, ale właśnie zadawanie pytań przynosi najlepsze rezultaty w rozwiązywaniu sporów, problemów, czy po prostu w imię zwykłego wygadania się.

Nikt jednak nie ostrzegał, że jak wszystko w dużych ilościach, niesie to z sobą skutki uboczne, szczególnie te nieodwracalne.

Bo gdzie jest wiele mądrości, tam jest wiele zmartwienia;
a kto pomnaża poznanie, ten pomnaża cierpienie.
Księga Kaznodziei Salomona 1,18:

Właśnie dlatego uważam, że bycie świadomym to moja największa zmora. Zdecydowanie wolałabym żyć w błogiej nieświadomości. Zdecydowanie wolałabym siedzieć sobie w mieszkaniu, w którym centralnym punktem jest telewizor. Darzyłabym go okultystyczną czcią, narzekała na sąsiadów, rząd, brak pieniędzy, własne nieszczęścia i niesprawiedliwego Boga. Raz w roku jeździłabym nad Polskie morze, a co 3 lata na wakacje do Egiptu.

Niestety po drodze coś poszło nie tak…

Czytałam książki. Spotkałam na mojej drodze fajnych ludzi. Mieszkałam w różnych dziwnych miejscach. Ryzykowałam (wiele przez to traciłam, ale najczęściej jednak zyskiwałam). Zadawałam pytania, kwestionowałam wszystko. Uciekałam od tego co mi nie służyło lub nudziło.

Przebyłam bardzo długą drogę z poziomu frustracji, jadu i narzekania do miejsca, w którym teraz jestem (tzn. teraz jestem w swoim łóżku, pod kocem, z herbatą w dłoni i babcią za ścianą. Jedni nazywają to depresją i lenistwem, ja wolę nazywać to Hygge, albo ostatnio Lykke).
Teraz wiem, że jeśli coś mi się w moim życiu nie podoba, nikt inny tylko ja sama mogę to zmienić. Nikt inny tego za mnie nie zrobi. A jeśli nic w moim życiu się nie zmienia i nie jestem w nim szczęśliwa, mogę winić tylko siebie.

Uwaga! Koleny cytat! (Dzisiaj z tymi cytatami mnie poniosło):

Bóg nie ma głupcom za złe, że się nie uczą, lecz ma za złe mądrym, że nie uczą głupców.

I tego też jestem świadoma. I pewnie stąd ten cały blog.
Bo lepiej wychodzi mi pisanie niż mówienie.
Bo trzeba reagować na krzywdę i absurdy.

Oto jakimi absurdami na co dzień karmią się/mnie ludzie nieświadomi:

Chu*owo, ale stabilnie.

Jest albo hipercudownie, albo jest przemoc psychiczna i fizyczna. Nie ma nic pomiędzy. Kobiety w takich związkach tkwią latami.
Taką huśtawką nastrojów i karuzelę emocji zazwyczaj radzę zostawiać w przedszkolu, ale na nic jednak takie rady kiedy ofiara kocha kata. W końcu do wszystkiego idzie się przyzwyczaić, a dziecko przecież jest najważniejsze.

Właśnie dlatego kobiety wybierają sobie facetów nudnych, nie w ich typie, w imię hasła “chujowo, ale stabilnie”.

Szczerze? To ja już wolę życie w pojedynkę i wcale nie straszne mi koty czy to, że nie będzie mi miał kto na starość przynieść herbaty. Z miłości i szacunku do samej siebie nie mam zamiaru tolerować takich  bzdur w moim życiu. Mam w sobie trochę samoświadomości, więc raczej zaryzykuję te lepsze lata życia na to moje fililogiczne życie, niż zabezpieczać się na starość w imię tej herbaty.
“Człowiek, który żyje pełnią życia gotów jest umrzeć w dowolnej chwili”, więc może w ogóle martwię się tą herbatą nad wyrost?
Jestem pewna natomiast, że jeżeli kiedyś przyjdzie mi polegać tylko na sobie to na pewno nie będzie to życie chujowe.

Dziecko jest najważniejsze.

Nie prawda. To przede wszystkim Tobie ma być dobrze. Jeśli Ty będziesz szczęśliwa to dziecko też będzie.
Dziecko powinno mieć matkę i ojca. To wiemy my jako dorośli. Dziecko jednak przyjmuje wszystko na klatę. Dla niego wszystko jest normalne i naturalne. Jeśli będzie wychowywane w szczęśliwym domu – będzie to dla niego w takim samym stopniu normalne i naturalne jak wychowywanie się w domu patologicznym, bo nie zdaje sobie sprawy, że można inaczej. Oczywiście “normalne” nie znaczy dobre, ale o tym przekona się dopiero jak dorośnie, wyjdzie z domu i zobaczy, że można było inaczej. Tylko że wtedy, żeby zmienić w człowieku jakiekolwiek przekonania potrzeba….
No właśnie. Czy w ogóle się da?

…Dlatego po raz kolejny sprawdza się moja teoria: uprawiaj seks tylko z kimś, z kim ewentualne posiadanie dziecka nie będzie katastrofą.

– …Tylko że na początku nie jesteś w stanie tego stwierdzić.
– Jak to nie?! A jak Cię zdradza w pierwszym miesiącu? Jak traktuje Cię jak gówno przy Waszych znajomych to nie jesteś w stanie tego stwierdzić?
– No a skąd wiesz co Fabio robi teraz w Warszawie?
– Nie interesuje mnie to. Dopóki mnie szanuje i okazuje miłość, może robić co mu się podoba.

Dlaczego nie odpuścisz?

Ja już dawno odpuściłam. Kiedy w końcu zaczynasz być świadomym zła, które się wokół Ciebie dzieje, już nie potrafisz stać obojętnym. Już nie możesz walczyć, bo sam się niszczysz. Jedyne co możesz zrobić to trzymać się od tego z daleka. Wiesz, że to nadal się dzieje, ale już przynajmniej nie na Twoich oczach.
Nie ustąpię głupszemu i nie będę przepraszać za to, że nie wspieram patologii.

W Polsce tak źle… Za granicą jeszcze gorzej.

Od kiedy pamiętam wpajano mi, że tutaj nie ma przyszłości, że mam się dobrze uczyć po to, żeby kiedyś wyjechać za granicę. Cała ta fala hejtu na Polskę, z jaką miałam do czynienia sprawiła, że przez długi czas miałam poczucie, że w Polsce tylko marnuję czas, że w Polsce są tylko Ci, którym się w życiu nie udało.
Ci mało ambitni.
Ci, których stać na to, żeby utrzymywać rząd.

Podróże leczyły mnie z tej zgnilizny i frustracji. Dopiero kiedy zaczęłam wracać do Miłkowa/Warszawy, zaczęłam widzieć Polskę z innej perspektywy. Zaczęłam dostrzegać w niej piękno.
Nie jestem patriotką. Jestem obywatelką świata. Jest mi totalnie obojętnie pod jaką flagą będą wychowywane moje dzieci, w jakim języku będą mówiły, byle dogadały się zarówno z moją babcią jak i swoimi rówieśnikami (a! no i żeby na biologii skupiały się raczej na układzie rozrodczym człowieka, niż budowie pantofelka).

Zrozumiałam to w Chinach, dzięki Ukraińcom uciekającym przed wojną.
Uczona polskiej martyrologii, o 123 latach zaborów, śpiewająca pieśni patriotyczne o obronie tożsamości narodowej na szkolnych akademiach, wyskoczyłam z pytaniem:
– Jak Wy podchodzicie do tego, że Putin przywłaszczył sobie Wasze miasto?
– Tam nikt już nie myśli w ten sposób. My po prostu nie chcemy wojny, chcemy się tam czuć bezpiecznie. Nieważne pod jaką flagą.

Za granicą nie bolało mnie żadne wydane Euro. Nagle mogłam sobie kupić wszystko. Rodzina, która przyjeżdżała do mnie na wakacje, w Paryżu robiła sobie zakupy do Polski, bo te same produkty były tańsze niż w Polsce nawet po przeliczeniu na złotówki.

No to po co tu siedzisz jak Ci tu tak źle?

Bo jeszcze stać mnie na to, żeby mieszkać w Polsce. Poza tym – tutaj pozwolę posłużyć się komentarzem znajomego pod pewnym postem na facebook’u – „Ja już nie wyjeżdżam z Polski. Powroty do tego syfu są dla mnie tak bolesne i traumatyczne, że wolę już pozostać i nie widzieć że może być piękniej, lepiej, mądrzej.”

Nie, wcale nie jestem w tym dobry. Poza tym nie mam na to czasu. Jak będziesz mieć rodzinę to zrozumiesz.

Właśnie dlatego, że masz rodzinę nie mogę zrozumieć, że mówi to 27-letni niegłupi facet, poliglota, głowa rodziny, z kredytem na dom, marzeniami o własnym biznesie,  pensją niecałe 2 tysiące i pracą, której szczerze nienawidzi.
Jak ktoś chce to znajdzie sposób. Jak ktoś nie chce to znajdzie wymówkę. Chociażby właśnie dlatego że jest to dość prosty sposób, żeby podnieść poziom życia swojej rodziny. Nic nie dzieje się jak za pstryknięciem czarodziejskiej różdżki. Potrzeba czasu, siły, samozaparcia, ale ważne aby tę busolę życia kierować na odpowiedni tor, a nie kotłować się w codzienności, zastanawiając się jak spłacić kredyt, skoro nie możesz rzucić pracy, bo trzeba spłacić kredyt. Koło się zamyka.

Nie mam rodziny, ale mam marzenia o rodzinie szczęśliwej. I to jest dla mnie motywacją, aby znaleźć ten cholerny czas na to, żeby wyjść z kręgu frustracji lub związku, który łączy więcej niż kredyt i monotonnej nudnej pracy, na którą po prostu szkoda mi życia.

Wolałabym nie być świadoma tego, że:

Jeśli wychodzisz za mąż i robisz sobie dziecko w wieku 18 lat w wieku 40 lat nadal nie będziesz umieć funkcjonować w jednostce jaką jest rodzina.

Jeśli w wieku 20-25 nie eksperymentowałeś z sobą, z seksem i imprezami to w wieku 40 lat włącza Ci się kryzys wieku średniego i zaczynasz się zastanawiać jak by to było w łóżku z kimś innym, albo jakby to było tańczyć na plaży do rana.

Jeśli podczas studiów nie ruszyłeś się z akademika na imprezę, a za granicą byłeś tylko na szparagach w Niemczech, albo truskawkach w Holandii to w wieku 30 lat jedyne o czym marzysz to rzucić pracę w korpo i ruszyć w podróż dookoła świata (albo Bieszczady, bo teraz modne).

Z całego serca wolałabym nie być świadoma tego wszystkiego. Niestety nie jestem niedouczona, mam dostęp do internetu i telewizji i niestety, własne doświadczenia i błędy innych, na których zdecydowałam się uczyć.

O! Ty też masz? No widzisz.

Nie zasłaniaj więc własnej ignorancji brakiem pieniędzy/czasu/dzieckiem.
Popełniaj błędy, ale ucz się na nich. Na swoich i na cudzych.
I pamiętaj – popełnienie tego samego błędu 2 razy to wybór, a nie kolejne przykre zrządzenie losu.

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like