Nic co ślubne nie jest mi obce

Nie z brzuchem do ołtarza!

W swoim życiu zaśpiewałam na ponad 100 weselach, na wielu byłam też jako gość. Dużo się napatrzyłam. Patrzeć umiem, choć czasami wolałabym żyć w błogiej nieświadomości.

Zrobiłam sobie mały research przed napisaniem tego posta. Najpierw zapytałam znajomych, czy znają szczęśliwe pary, które wzięły ślub, bo nagle okazało się że będą mieli dziecko. Po zapewnieniu, że nie, nie pytam bo jestem w ciąży, tylko z czystej ciekawości, odpowiedź była jednoznaczna – nie.

W internetach 80% argumentów za wzięciem ślubu w ciąży jest natury finansowo-prawnej. Serio? Przecież coś co się w ten sposób zaczyna z takich pobudek, najczęściej w ten sam sposób się kończy – sądem i podziałem kasy. Jeśli  mniejsze podatki i przyjęcie na siebie ojcostwa mają być powodem do ślubu to:

I don't want to live

 

Ślub w ciąży

Schemat zazwyczaj wygląda tak:

– Mietku, jestem w ciąży.
– O Boże! Jadwiga, co my teraz zrobimy?!
– Jak to co?! Będziemy mieli dziecko!

Na co 22 -letni Mietek wraca do domu i przekazuje nowinę rodzicom.

– No to teraz musisz do tego podejść odpowiedzialnie, w końcu jesteś dorosłym mężczyzną! – mówi tata.
– Ślub! Rodzinę trzeba zakładać! Przecież to tak nie wypada dziewczynę z brzuchem zostawić! Dopiero by ludzie gadali! – wtóruje mu mama.

O ile takie dialogi w ubiegłym stuleciu były na porządku dziennym, o zgrozo, w tym również są powszechne.

Co ja z wtedy widzę na weselach?

  1. Przeszczęśliwych rodziców („jaki to nasz syn dorosły i odpowiedzialny!” oraz „ Całe szczęście córka nie postanie panną z dzieckiem”),
  2. Wkurwioną Młodą, bo tylko ona jest trzeźwa i wyraźnie czuje jak na serdecznym palcu zataczają złotą pętle jej marzenia o wielkim domie z ogrodem, otoczonym białym płotem. Dobrze wie, że Mietek, chociaż dobry chłopak, nie był bohaterem tych marzeń.
  3. Skacowanego Mietka, który dzień wcześniej świętował już trzeci wieczór kawalerski (ja mu się nie dziwię, przecież tego się nie da ogarnąć na trzeźwo). Chłopak jeszcze kilka miesięcy wcześniej wracał ze szkoły/pracy/imprezy (niepotrzebne skreślić) do domu, gdzie czekał na niego ciepły maminy obiad. W weekendy spotykał się z Jadwigą, a jak mu się nie chciało to grał w gry i chodził z kolegami na piwo. Z takiego chłopaka, który przecież też ma marzenia i do czegoś dąży (lub nie) staje się w ciągu jednego dnia ojcem i chwilę później mężem, bo przecież to takie jakby podobne role, nie?


Co ludzie powiedzą, jako argument na wszystko
.

Kiedy w życiu dwojga ludzi pojawia się ‘spontaniczna’ ciąża to jednocześnie równie spontanicznie pojawiają się głosy starszyzny, że teraz to ślub, tak by wypadało.

Wypadać to mogą co najwyżej włosy z głowy.

Ciąża nie jest powodem, aby nagle decydować się na zawarcie małżeństwa. Ludzie nie bez powodu nie pobierają się 3 dni, ani nawet 3 miesiące po poznaniu. Dlaczego więc nagle taka zmiana zdania? Skąd nagle pewność, że chce się spędzić z tą drugą osobą resztę życia, skoro wcześniej nawet nie poruszało się tematu o formalizowaniu związku?
Skoro nie zrobiło się tego wcześniej to widocznie były ku temu powody.

Powiesz, że generalizuję, że przecież są pary, które zaszły w ciąże, wzięły ślub zanim urodziło się dziecko, a żyją długo i szczęśliwie. Stawiam to na poczet szczęścia, wysokiej inteligencji (szczególnie tej emocjonalnej), ambicji, dużej empatii i pomocy rodziny.
Bardzo często niestety obraz szczęśliwej rodziny jest iluzją, odgrywaniem ról i uśmiechaniem się na siłę, po to aby zadowolić otoczenie.

Wsiąknąć w nowe role

Przecież inaczej patrzy się na swoją dziewczynę, inaczej na narzeczona, a jeszcze inaczej na żonę (i zdecydowanie nie mam tutaj na myśli tendencji spadkowych.)

Bardzo dużo tracimy, kiedy nagle (nagle czyli w przeciągu roku) jakaś kobieta z Twojej dziewczyny staje się Twoją żoną i matką Twoich dzieci. Zbyt dużo ról nakłada się na siebie w jednym czasie.

Dobry związek wymaga pracy i zaangażowania. Zaczynając od dziecka i ślubu, jednocześnie tracimy czas rozkoszowania się w narzeczeństwie, słodkie miesiące miodowe i lata tylko we dwoje. W małżeństwie poznajemy się bardzo dobrze,  wiemy co lubimy robić razem i osobno, wypracowaliśmy sobie  strategie radzenia podczas konfliktów, mamy stabilna sytuację finansową, a myśl o posiadaniu dziecka zwiększa częstotliwość swojego pojawiania się. Nacieszmy się tymi nowymi rolami niech to w nas wsiąknie.

Przeraża mnie myśl o tym że w moim życiu mogłoby być inaczej. Chociaż i tak kwestia stabilizacji finansowej to błahostka w porównaniu z tym, że robisz sobie dziecko z kimś, kogo nawet nie lubisz. Wychowywanie dziecka, powiedzmy, przez te 25 lat to pikuś w porównaniu z kolejnymi czterdziestoma z kimś, z kim łączył Cię tylko seks.
Ot taka inwestycja na dożywotni wkurw.

“Papier niczego nie zmienia.”

Zmienia wszystko.

“Dziecko niczego nie zmienia.”

Wskaz mi chociaż jedna parę, którą posiadanie dziecka nie umocniło/nie osłabiło związku.

Jeśli w drodze pojawi się dziecko, poczekaj ze ślubem. Moja koleżanka wyznaje zasadę, że najpierw dziecko, a potem ślub. Ona chce mieć pewność, że jej mąż będzie dobrym ojcem, a te same geny takiej gwarancji nie dają.

Najlepiej wybierz sobie takiego męża, żebyś później nie musiała się go wstydzić przed własnym dzieckiem.

 

Ślub w ciąży tak, ale….

… Tylko wtedy, kiedy ciąża pojawia się w trakcie planowania ceremonii. Mimo wszystko nie polecam. Nie wiesz jak będziesz znosić ciążę, ślub to ogromny stres, wesele do rana to duży wysiłek. No i nie napijesz się grama alkoholu.

Dziecku nie jest potrzebny akt ślubu (ten co najwyżej jest mile widziany wśród księży, ciotek, babć i wścibskich sąsiadek rządnych sensacji). Dziecko za to cholernie potrzebuje związku rodziców, którym nieobca jest bliskość, miłość, zrozumienie, zaufanie, a przede wszystkim zwyczajne lubienie siebie nawzajem.

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like