Życie pozadomowe

Sposób na bogate życie

Minimalizm

Temat różnych sposobów na branie z życia tego, co najlepsze, co jakiś czas gdzieś tam w moim życiu się przewijał, a ja nie do końca potrafiłam zdefiniować o co mi chodzi. Cały czas miałam poczucie, że…

Tak źle i tak nie dobrze

Przez krótki czas spotykałam się z takim jednym minimalistą. W domu posiadał naprawdę minimalną ilość rzeczy, był wegetarianinem, a ode mnie oczekiwał, żebym się nie malowała. W sensie w ogóle i w sensie nigdy więcej.
I to by było na tyle jeśli chodzi o moje z nim spotykanie i życie w ascezie.

Później trafiłam na mojego Fabia, który jest za to typowym konsumentem.  Nie pomaga w tym również fakt, że pracuje w marketingu. Nie dość, że jest świadomy wszystkich tych sztuczek, bo sam na co dzień je stosuje, to sam się na nie łapie. Jest totalnym gadżeciarzem, kupuje impulsywnie, w wolnym czasie chodzi na zakupy, a w ogóle najlepiej czuje się w galeriach handlowych.
Facet idealny dla baby, prawda?

No nie zupełnie, bo ja działam totalnie na odwrót.
O ile zdarza mi się czasem kupić jakiegoś ciucha, to jeśli chodzi o kupno czegokolwiek innego, na przykład kosmetyków, najpierw sprawdzam w internecie wszystkie recenzje, porównuję ceny, pytam o opinie, wolę nie kupić niż kupić i żałować.

Moim marzeniem jest przejechać Stany Zjednoczone kamperem (no dobra, z tymi Stanami mnie poniosło), ale na przykład takie Włochy albo chociaż Ibizę.


Mój chłopak dostaje gęsiej skórki ilekroć wspominam o moim pomyśle. On musi mieć wygodnie, on musi mieć internet i bar gdzieś w pobliżu gdzie serwują espresso #typowyitaliano
Też fajnie, nie mam co narzekać, bo dzięki niemu również mnie jest komfortowo. Chociaż zdecydowanie nie w jego strefie komfortu leży wizja, że mielibyśmy gdzieś miesiącami z plecakami wędrować po himalajskich górach, to ja wiem, że i tak by poszedł. Oboje bowiem hołdujemy przekonaniu, że w związkach chodzi o to, żeby sobie te różne pomysły na życie pokazywać i się dzięki temu jako jednostka ludzka rozwijać.

Oprócz tego mam wiele koleżanek, które nie wyjdą z domu bez makijażu. Nie ma wtedy miejsca na spontaniczne akcje, bo przecież “jak ja wyglądam?! Przecież nie mogę tak wyjść z domu!”.

To tak tytułem wstępu.

Gdzieś tam ten temat różnych sposobów na czerpanie z życia nam się co jakiś czas przewijał, a ja nie do końca potrafiłam zdefiniować o co mi chodzi, chociaż wiedziałam, że na pewno bliżej mi do minimalizmu, niż chęci życia w przepychu. Cały czas jednak miałam poczucie, że tak źle i tak nie dobrze.

Ze skrajności w skrajność, i taki dokument o ważnych rzeczach

Wszystko zweryfikowały moje wakacje w Vama Veche, pewnej małej rumuńskiej miejscowości nad brzegiem morza. Mój poprzedni post: Vama Veche to stan umysłu zakończyłam:

W życiu bym się nie spodziewała, że to właśnie podróż do Rumunii nauczy mnie tyle. Przede wszystkim o mnie samej. Że mi tak w głowie poukłada. Wręcz nie mogę się doczekać aż będę mogła tu o tym opowiedzieć.

Dzięki tym kilku dniom nauczyłam się definiować własną ideę minimalizmu, którą kiedyś utożsamiałam ze skromnym, prymitywnym wręcz (choć w jak najlepszym tego słowa znaczeniu) sposobie życia.

Przez 3 dni nie widziałam swojego odbicia w lustrze (bo w hostelu go po prostu nie było), chodziłam bez makijażu, stanika i w trampkach. I choć ten luz był super, bo wyzwalał ze społecznej presji, zdziwiłam się jak szybko zatęskniłam za szpilkami, sukienkami i pomadką na ustach.
Choć na co dzień rzadko się maluję,  stwierdziłam, że taką ‘zrobioną’ też siebie lubię. I to jest ok. Robię to też często dla samej siebie i nigdy nie zrezygnowałabym z tego, bo komuś się to nie podoba.
Wszystko natomiast zależy od okazji i nigdy nie zrezygnowałabym ze spontanicznego wypadu, tylko dlatego, że nie umyłam włosów, i nie mam wystarczająco ładnej sukienki. Zdecydowanie wolę przeżywać niż kupować i wyglądać.

Jakby tego było mało, zaraz po powrocie stamtąd, wpadł mi w ręce dokument na Netlixie: Minimalism: A Documentary About the Important Things. 

I żyjąc przez kilka dni, z własnego wyboru, w takich, a nie innych warunkach, oraz po obejrzeniu tego dokumentu, wypracowałam sobie własną ideę bogatego życia, o której zaraz opowiem.

Ale najpierw o filmie, który trafił w moje najczulsze punkty. Będę trochę na zmianę przedstawiać fakty ukazane w tym dokumencie i własne przemyślenia, jakie się u mnie pojawiły dzięki niemu.

Dokument ten rozpoczyna się wytłumaczeniem ludzkich biologicznych uwarunkowań, jakimi jest strategia utrzymywania życia żywych istot. Doprowadziła ona do tego, że choć ludzie zachodu żyją w najlepszych warunkach w historii, ich chęć posiadania więcej nie ustępuje, co obecnie stwarza największe bariery.
Ludzie wydają więcej pieniędzy niż zarabiają i właśnie dlatego zastał nas kryzys w 2008 roku.
Pragniemy wielkich domów, a tak naprawdę życie na małych przestrzeniach najbardziej zbliża do siebie ludzi.

Minimalizm
Pragniemy wielkich pieniędzy, a zostało udowodnione, że granica radości z posiadania dużej ilości pieniędzy kończy się na 70 tysięcy dolarów rocznie. Żaden kolejny milion na koncie nie sprawi, że będziesz jeszcze bardziej szczęśliwy.

Oczywiście nie chodzi o posiadanie więcej rzeczy, ale o prestiż jaki ich posiadanie daje ludziom. Ale nie sądzisz, że trochę to przerażające, że dajemy się definiować jako ludzie poprzez… rzeczy?

Zbyt materialistyczni?

Kupujemy rzeczy, a gdy kończy się na nie moda lub powstaje nowy model już ich nie chcemy. Przestajemy ich używać nie dlatego, że się zepsuły, albo są zniszczone, tylko dlatego, że podążamy za tym, co dyktuje moda i koncerny.
Czy to oznacza, że jesteśmy zbyt materialistyczni?
Nie. Wręcz przeciwnie – jesteśmy za mało materialistyczni. Powinniśmy otaczać się rzeczami, które wnoszą dużą wartość do naszego życia, których obecność można racjonalnie uzasadnić. Powinniśmy bardziej doceniać to co już posiadamy.
W praktyce wygląda to tak, że zanim cokolwiek kupisz zadaj sobie pytanie:
– Czy naprawdę tego potrzebuję?
– Czy mam już coś podobnego?
– Czy będę tego często używać?
– Gdzie będę to przechowywać?
– Czy pasuje mi do tych rzeczy, które już mam?
– Czy mi się bardzo podoba?
– Czy później też tak bardzo będzie mi się podobało?

Trochę dużo nie?
Ale jest na to sposób. Odpowiedz sobie tylko na to jedno pytanie, które moim zdaniem zawiera w sobie cały sens poprzednich:
Czy kupienie tego, przybliża mnie do miejsca w którym chcę być za 5 lat?

Na mnie działa.

“Dlaczego do cholery jesteś taki szczęśliwy?!”

W tym dokumencie przedstawione były historie ludzi, którzy zdecydowali się pozbyć zbędnych “niezbędnych” rzeczy. Na przykład poprzez eksperyment pod nazwą 333.

Polega on na tym, że przez 3 miesiące nosisz 33 części garderoby, włączając w to bieliznę, biżuterię i buty. Wyniki tego eksperymentu ukazują, że nikt nawet nie jest w stanie zauważyć tego, że przez 3 miesiące nosisz na sobie tylko 33 rzeczy.
Sama chciałam się poddać temu eksperymentowi, ale u mnie wyglądałoby to tak, że musiałabym dodać sobie więcej rzeczy do noszenia na co dzień. Mam problem tego typu, że mimo pełnej szafy i tak ciągle chodzę w tym samym.
Ale to też daje wiele do myślenia.

Kiedy ci ludzie pozbywali się swoich rzeczy, od razu odzwierciedlało się to w ich otoczeniu. Ludzie pytali co się stało, że nagle tryskają taką energią. Wszyscy oni podkreślali fakt, że dzięki pozbywaniu się pierdół wokół, w ich życiu zapanował spokój, stało się pełne, szczęśliwe i mniej stresujące.

Minimalizm

Takie to amerykańskie i brzmi naiwnie banalnie, ale może coś w tym jest?
Sam się przekonaj: Minimalism A Documentary About the Important Things
(na Netlixie z polskimi napisami).
Naprawdę polecam!

 

Minimalizm by Fililogia

Od kiedy mieszkam w Warszawie, przewartościowałam dość poważnie moje życie. Mieszkałam na 102 metrach kwadratowych, ale nigdy nie byłam tam tak szczęśliwa jak na moich wynajętych 34 metrach kwadratowych w znienawidzonej Warszawie, ale jednak z kimś kogo kocham i kto mnie szanuje.

Teraz wiem, że nie muszę odmawiać sobie drogich rzeczy w imię walki z konsumpcjonizmem. Wręcz przeciwnie: minimalna ilość, ale dobrych jakościowo rzeczy. A dotyczy to wszystkiego: ciuchów, mebli, jedzenia, wakacji, czy nawet ludzi.

Nie możesz kontrolować tego ile zarabiasz, ale możesz kontrolować swoje wydatki.
Nie chodzi o posiadanie więcej pieniędzy, ale posiadanie finansowej wolności.
Nie chodzi o to, żeby ludziom coś odbierać, ale o wypracowanie w sobie umiejętności cieszenia z posiadania wystarczająco. Kto wie, może życie, jakiego zawsze pragnąłeś jest pogrzebane w tym wszystkim co na własność posiadasz?

Nawet jeśli przeczytałeś to do końca i stwierdziłeś, że nie, to nie dla Ciebie, przynajmniej zapamiętaj sobie to jedno zdanie:

Kochaj ludzi i używaj rzeczy. W odwrotnej kolejności to nie działa.

P.S I żeby było jasne – to nie moje zdjęcia.

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like