Highlights of the month

Highlights of Styczeń 2018

Podsumowanie miesiąca

Zdjęcie idealnie oddaje to jak wyglądał mój styczeń.
W sumie nic dodać nic ująć gdyby nie zmiany, zmiany, zmiany…

… na blogu.

Pewnie już zauważyliście, że pojawił się cykl wpisów MaleDiva (część 1.część 2.)

Takich cykli będzie więcej. Każdego ostatniego dnia miesiąca (jeśli obejdzie się bez obsuwy, w co szczerze wątpię), na blogu będzie pojawiał się wpis podsumowujący poprzedni miesiąc: jakieś takie luźne rozkminy, których nie upchałam w posty na bloga, albo fanpage na facebooku, a koniecznie chciałam się nimi podzielić. Będzie też kilka słów podsumowujących wyzwania, o których pisałam tutaj oraz krótkie wzmianki o tym co udało mi się kupić, przeczytać, obejrzeć, co polecam, a czego nie.

No to lecimy:



Wyzwanie Stycznia: „NIE JEDZ MIĘSA”

Przyznaję bez bicia, że wyszło średnio. Pierwszy raz zgrzeszyłam w samolocie do Warszawy o czym pisałam:

Właśnie przegrałam z kurczakiem. Na swoją obronę mam to, że w samolocie nie było opcji wegetariańskiej, a kurczak leżał trupem przede mną. Owszem, mogłam go nie zjeść dla zasady. Ale! Biorąc pod uwagę, że Polak głodny to zły, do domu ma jeszcze 3500 km, w portfelu 5,50 zł (słownie: pięć złotych pięćdziesiąt groszy) i zablokowaną kartę płatniczą, bo zachciało mu się wyciągać pieniądze z bankomatu w raju podatkowym, to przegraną bierze na klatę i zarządza mocne postanowienie poprawy.

Mocne postanowienie poprawy trwało 1 dzień. Na drugi dzień odwiedziłam moją Wróżkę Chrzestną, gdzie mój kuzyn, z którym miałam kosę przez ostatnie 2 lata, zaproponował pojednawczą jajecznicę na boczku.
Przecież nie mogłam mu odmówić! Zbyt cenię swoje relacje rodzinne! To własnie z tego spotkania rodzinnego pochodzi dialog:

-… Ale jajka dzisiaj jadłaś!
– No bo ja nie jestem weganką! Oprócz tego kurczaka wczoraj oraz rosołu jajecznicy na boczku dzisiaj to jestem przecież wegetarianką!”

Jadłam też kanapki z pasztetem, ale to się przecież nie liczy, bo oprócz całej tablicy Mendelejewa, mięsa to można w nim znaleźć śladowe ilości.

No i ten rosół… Dopóki nie nauczę się gotować dobrego wegetariańskiego to zostaje.
I wiecie co?

Tak już na serio zostaje. Ogłaszam wszem i wobec.

Mięsa mi w ogóle nie brakowało przez ten miesiąc. Jakby tego było mało, na mojej wadze pokazała się czwórka z przodu (liczba, którą ostatnio widziałam w liceum), a przecież się nie odchudzam i nienawidzę chodzić głodna. Po bezmięsnych posiłkach czuję się lekko i nie boli mnie brzuch.



Wyzwanie na kolejny miesiąc:
MEDYTUJ CODZIENNIE PRZEZ 21 DNI.

Rezultatami podzielę się 28 lutego. Trzymajcie kciuki!



Styczeń to miesiąc, w którym niesamowicie dała o sobie znać Karma. We wszystkich aspektach życia szala przechylała się w stronę tych sprzyjających warunków.
To działało również w drugą stronę – jeśli ktoś kierował w stosunku do mnie negatywną energię, obrywał rykoszetem.
Przykład: W tym roku obiecałam sobie, że ostrożnie będę obchodzić się z ludźmi, bo zbyt wielu się takich nazbierało, z którymi miałam super relacje i nagle się drastycznie urywały. Nowy Rok rozpoczął się z przytupem, bo takimi dwoma zerwanymi relacjami.
Chciałam je naprawić w myśl tego mojego noworocznego postanowienia.
Nie dało się, ale przynajmniej teraz to już nie jest mój problem, a ja nie mam sobie nic do zarzucenia.
Następnego dnia odezwał się do mnie kolega, z którym nie rozmawiałam od miesięcy. O moim kuzynie już wspomniałam.

Co wysyłasz to do Ciebie wraca. Nie mam co do tego już żadnych wątpliwości.

Karma



W związku z tym, że moje życie w tym momencie to istna tabula rasa, a mojej mamy wręcz przeciwnie, wybrałyśmy się do wróżki (nie mylić z moją Wróżką Chrzestną).
Większość przepowiedni sprawdziło się w ciągu tygodnia. Totalny MindFuck.

Jeszcze apropos mojej mamy:

w tym miesiącu podjęła radykalne kroki w stronę bezpieczeństwa swojego i mojego małego brata. Spod wpływu tyrana, który nękał ją i sprawiał, że w domu nie dało się normalnie mieszkać, wyprowadziła się do innego miasta. Wynajęła piękne, przytulne mieszkanie, z którego emanują same pozytywne wibracje, a mój brat dzięki temu stał się spokojniejszy i weselszy.
To nowe mieszkanie daje poczucie, że życie dzieje się tu i teraz, a człowiek ma się nim po prostu cieszyć.
Przed nią jeszcze długa walka, ale wynajęcie tego mieszkania było krokiem milowym w całym tym procesie wychodzenia ze zgnilizny ostatnich 10 lat. Krokiem milowym, który ma ogromny wpływ nie tylko na nią, mojego brata, ale także na mnie.
Dlatego musiałam o tym wspomnieć.
Mamo, jestem z Ciebie dumna!



Co ja czytam?

Jedyne co udało mi się przeczytać to e-book od Marka Mansona The Guide to Relationships., choć wiedza w nim zawarta już mi się raczej nie przyda…
W tym miesiącu nie przeczytałam żadnej książki! Shame of you Filiczkowska!



Co ja paczę?

Nie obejrzałam też żadnego filmu, ani nawet jednego odcineczka serialu!
(Pisząc to zastanawiam się co ja właściwie robiłam cały ten miesiąc…?!).

Jedynie do śniadania pozwalałam sobie odpalać youtuba. Tam wpadło mi kilka godnych polecenia filmów:

 1. Za szerzenie swoich ideologii otrzymał zakaz wjazdu do 5 krajów, był aresztowany 13 razy, a w więzieniu spędził w sumie 77 dni. Człowiek, który swoim sposobem mówienia i mową ciała jest tak ‘amerykancki’, że pomimo moich szczerych chęci, nie wzbudza we mnie ani grama sympatii.
Ale, cholera, racji mu nie można odmówić.
Tym wykładem zrył mi banię totalnie i wcale nie mam na myśli drastycznych scen zawartych w tym filmie, na to akurat jestem nieczuła (no może na ten fragment od 1:01 jednak jestem…).
O kurzej menstruacji, słodkich wymiocinach, ludzkiej znieczulicy, polowaniu na wiewiórki, ropie w mleku, chlebie w odbycie i dziecku, zjadającym królika na śniadanie.
“What the health” się chowa.

2. Cudowny wywiad z Beatą Pawlikowską. Uwielbiam tę kobietę. Obejrzałam chyba wszystkie wywiady z nią jakie istnieją na youtubie. Ma niesamowitą zdolność przekazu. Uwierzę we wszystko co padnie z jej ust. Działa jak balsam na moją duszę.
A tak w ogóle to jak dorosnę, zostanę Beatą Pawlikowską.

3. Do śniadania najczęściej oglądam sobie właśnie wykłady TED. Zawsze coś mi w głowie zostaje po nich, a ten rezonuje we mnie do tej pory. Metodę “3 2 1” stosuję już na co dzień.

Ostatnio dostałam zarzut, że jestem naiwna i łatwo ulegam wpływom.
Nie przeczę, być może tak jest. Ja staram się w tym widzieć same pozytywne aspekty.
Wydaje mi się natomiast, że mam dość oleju w głowie, aby świadomie wybierać mentorów, guru i autorytety, czy zwykłych ludzi po prostu, których chcę słuchać, brać z nich przykład i ‘dawać sobie wmawiać’ jak żyć. Tak mi róbcie!



Co kupiłam?

Oprócz produktów podtrzymujących życie, całe szczęście, prawie nic. Na promocji Rossmana pokusiłam się jedynie o batony RAW Chodakowskiej – dobre tylko od strony marketingowej. Musze przyznać, że swoją rolę spełniały jednak celująco – jesz 2 kulki, albo gryza batona i nie dość, że odechciewa Ci się jeść słodyczy, to odechciewa Ci się jeść… w ogóle.



A Tobie jak minął miesiąc? Nadal trzymasz się postanowień noworocznych?

P.S Mój braciszek obchodzi dzisiaj 6-ste urodziny! Wszystkiego najlepszego Pączku!
Za rozbudzenie we mnie miłości do klocków LEGO, za to, że każdego dnia uczysz mnie jak cieszyć się z małych rzeczy i jak okazywać miłość, kiedy tulisz się do mnie znienacka.
Jesteś wspaniałym, mądrym chłopcem. Wiem, że takim zostaniesz. Samych cudowności

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest