Lubię to

O pewnej niebezpiecznie śmiesznej i trochę strasznej książce

O tym jak pewna Świnia o mało nie doprowadziła do mojego rozwodu, niekontrolowanych wybuchów śmiechu i jeszcze większej miłości do pigletów.

 

Tekst Pigouta podlinkowała kiedyś na swoim fejsbuku Karolina Korwin-Piotrowska. Napisał on w nim o swojej wycieczce do Empiku i grafomańskich książkach, które wpadły mu w ręce, autorstwa naszych rodzimych celebrytów. To był jeden z takich tekstów, po którym chcesz jeszcze. Ten jeden tekst sprawił, że stałam się fanką takiej jednej Świni.

Kim jest Pigout?

Sam pisze o sobie:

Hejter ale z klasą, głodny, zły i brzydki. Miłośnik trzypiętrowych burgerów, fan popkultury, entuzjasta podróży i kontestator rzeczywistości. Za gruby na hipstera, zbyt leniwy na influencera,  w sam raz na hejtera.

Pigout zaczął od pisania bloga, później bardziej aktywniej działał na fejsbuku. Ale to nieważne gdzie publikuje. Mój chłopak wie, że jak śmieję się do telefonu to znaczy, że czytam Pigouta. Jak dorwałam się do jego książki Świnia ryje w sieci, to omało nie skończyło się to rozwodem, bo ja z książką, a chłop bez obiadu.
Fabiosław jednak ma u niego dług wdzięczności, bo niedawno skończyliśmy Narcos i nie wiedzieliśmy co dalej zrobić ze swoim życiem.

– No to jaki serial teraz zaczynamy? – pytam.
– Wikingów! – jara się Fabiosław.
– Daj spokój! Nie będę oglądać spoconych drwali… – mówię. – zobaczymy co tam Pigout poleca do obejrzenia.

Klikam w Pigoutowy przewodnik serialowy, i wpadam na minę – Wikingowie zaraz po House of Cards. 
No trudno, słowo się rzekło. Oglądamy Wikingów.
Pigout naszym guru od seriali.

Od blogera do milionera

Jeszcze niedawno narzekał, że mimo zrobienia kilku wirali w internecie, nadal nie dostaje żadnych propozycji współpracy tak jak mu to Ojciec Blogeusz – Jason Hunt obiecał.
A tu nagle pojawia się jego książka w przedsprzedaży.
No Panie! Wystarczy troszkę ponarzekać i już książka, wydawnictwa i wieczna chwała.

Zastanawiałam się tylko jak miałaby ona wyglądać. Tak jak wpisy z Facebooka, w których jest przede wszystkim zabawa słowem, slangiem, angielszczyzną i interpunkcją? Kto mu to wyda? Komu będzie się chciało czytać Pigouta w takiej książkowej formie. Na fejsie Pigout karmi nas krótkimi (w porównaniu do całej książki) wpisami. Czy te 255 stron nie umęczy człowieka na dłuższą metę? No i o czym o ma tam zamiar pisać?!

Trochę też o mnie…

Otwieram książkę.

Pierwsze wrażenie? Papier. Wydawnictwo chyba trochę przyżydziło na tych żółtych kartkach. Parafrazując słowa samego autora:

Pigout wszystko przyjmie, ale kurwa bez przesady.

Proszę się poprawić przy kolejnym nakładzie.

Poza tym od nowa musiałam nauczyć się obsługiwać książką, bo od roku lecę już tylko na kindlu. Na szczęscie wszystkie moje wątpliwości szybko zostały rozwiane, bo uśmiałam się już przy czytaniu spisu treści.
No to zaczynamy!

Bardzo szybko okazało się, że Pigout obśmiewa też mnie (spokojnie, ja nie z tych co noszą crocksy, ustawiają się w kolejkach do samolotu i klaszczą pilotom). Ja za to z tych co się ustawiają w kolejki do…

Manekina!

Kochana moja Świnko, pozwól, że Ci wytłumaczę ten fenomen. Polega on na tym, że w Warszawie trudno o restaurację, w której kelner traktuje Cię jak człowieka. Tutaj chciałabym nadmienić, że nie jestem z tych co mają wieczny ‘resting bitch face’, do ludzi raczej mam żywliwe nastawienie. Przywilej normalnego traktowania klienta obowiązuje w takich warszawskich restauracjach, w których ceny za przystawkę zaczynają się od 45 złotych. W Manekinie, nie dość, że obsługa traktuje Cię przyzwoicie, to za obiad dla dwóch osób nie zapłacisz więcej niż 100 zł. Uwierz, wolę poczekać te 20 minut w kolejce niż wyjść z restauracji wkurwiona po raz kolejny.

To mówię, ja – Słoik.

Poza tym zastanawiam się skąd taki detaliczny opis ‘hotelu’ na Kolskiej. Czyżbyś był jego gościem? Nie nie, na pewno nie, pewnie tylko koledzy opowiadali 🙂 .

Świnia ryje w sieci to bardzo zgrabna książka. Dobrze się ją czyta, bo to taki zbiór felietonów  tekstów (felieton to takie mądre słowo, bez obrazy Pig:) dzięki czemu przeczytasz jeden, uśmiejesz się do rozpuku no i chcesz dalej.
Totalnie uzależniające.
Zresztą ja już w moim pierwszym poście na tym blogu pisałam, że autor nawet o pietruszce jest w stanie napisać zabawnie, ironicznie i z mięsem, więc nie ważne o czym pisze. Ty i tak wiesz, że będzie dobre. No i te wypunktowane słodziakowe świnki na każdej stronie! Cudowności!

Do zarzucenia mam jedynie to, że książka pozostawia duży niedosyt. Stawiam to jednak na poczet tego, że nasza Świnka dopiero się rozkręca, więc jest jej wybaczone.

Już nie czepiając się szczegółów i żeby za bardzo nie spoilerować dodam jeszcze, że Ci, którzy przeszli przez piekło WordPressa i Chodakowskiej zasługują na cały szacunek tego świata. Nic tak nie kształtuje charakteru.
To po prostu nie mogło się nie udać.

Za ‘Rukolę Lewandowską’, ‘Petrugalię’, ‘heheszki’, ‘stanowcze chyba nie’, zabawy awersją do interpunkcji, opisywanie rzeczywistości sarkazmem tych najwyższych lotów, poczucie humoru, dystans do siebie i zachwyt nad ludzką głupotą

Pigout, love forever! <3

Na sam koniec wrzucam jeszcze cytat z tejże ksiażki, który chyba najbardziej obrazuje tytuł tego posta:

Wiele osób kreujących naprawdę zajebisty i oryginalny kontent jest maksymalnie zlewanych. W ich przypadku każdy waży lajka, jakby był co najmniej sztabką złota. Tymczasem przychodzi foczka ze ‘smutną minką’, albo samojebką z cyckami i boom, pierdyliard kciuków. To samo spamerzy i kołcze. Załóżmy, że masz znajomego, którego nie znam i ten znajomy napisał rześki tekst. Dając mu lajka, sprawiasz, że i ja mógłbym go przeczytać. Takie czary. Niestety póki co, widzę tylko zdjęcia Brajanka.

Polecam,

Gosia Filiczkowska

Jeśli podobał Ci się mój tekst, bardzo się cieszę! A bedę skakać z radości i tupać nóżkami, jeśli polubisz lub udostępnisz go na Facebooku 🙂
Facebook
Pinterest
Pinterest

You Might Also Like